Historia rodu von Dohna - Posłowie - Kamienie Wilhelma - Andrzej Czapliński

Strona główna
Wstęp
Prakwice
Gospodarka leśna
Cesarskie łowy
Zakończenie
Posłowie
Wilhelm II
Ród von Dohna
Dobra rodowe
Historia rodu
Od autora
Bibliografia
Fotografie kamieni
Mapa
Namiary GPS
Inne kamienie

Historia rodu von Dohna

Ród zu Dohna pochodził z Górnej Saksonii, a do Prus przybył w 1454 roku. W 1469 r. Stanislaus von Dohna, za pomoc udzieloną Zakonowi Krzyżackiemu w wojnie 13-letniej z Polską, otrzymał Wilczęta (Deutschendorf, Villa Teutonica), jako nadanie na wieczne czasy, a w 1496 Karwiny (Karwinden).W 1525 r. Peter von Dohna (ok. 1482-1553), syn Stanisława, otrzymał od Zakonu wieś Słobity (Schlobitten). Nadaniami dóbr Zakon spłacał rycerzy zaciężnych i ratował za wszelką cenę swoje trudne położenie finansowe.

W przebiegu dziejów przodkowie ostatniego właściciela Słobit stali się najpotężniejszym rodem szlacheckim w tej części Prus Wschodnich (por. Głos Pasłęka nr 2 z lutego 1997). Wystarczy wymienić ich siedziby w Bielicy, Gładyszach, Kamieńcu, Karwinach, Karwitach, Kątach, Ławkach, Markowie, Prakwicach, Sasinach, Morągu.

Pełne zrozumienie nader skomplikowanego i niezmiernie ciekawego życia Aleksandra księcia zu Dohna, ostatniego księcia i właściciela fideikomisu, czyli ordynacji w Słobitach, ułatwi krótkie przedstawienie postaci jego dziadka i ojca. Wspomnienia, opisane przez ostatniego właściciela dóbr, są doskonałym dokumentem ukazującym losy całego rodu. To właśnie jego dziadek zapraszał Wilhelma II na polowania.

Dziadkiem Aleksandra był Richard Wilhelm zu Dohna (1843-1916), któremu cesarz Wilhelm II przyznał w 1900 r. tytuł księcia, ale na zasadzie primogenitury, czyli przechodził on tylko na najstarszego potomka męskiego tej gałęzi rodu. Dohnowie używali także tytułów burgrabiów i hrabiów Rzeszy. Dziadek Aleksandra po mieczu uwielbiał więc cesarza Wilhelma II, który bywał w Słobitach jeszcze jako kronprinz, a jako cesarz często gościł w zameczku myśliwskim Dohnów w Prakwicach (Prökelwitz) w powiecie morąskim, niedaleko Dzierzgonia. Każdorazowy przejazd cesarza z dworca w Bogaczewie lub ze Słobit do Prakwic był miejscową sensacją i okazją do fety. Pamiętać należy, że taka podróż odbywała się stosownym zaprzęgiem konnym. Tak było m.in. 24.5.1897 r., kiedy to Wilhelm II zatrzyma się w Kątach na śniadaniu u grafa Emanuela Dohna-Kathen. (ta informacja jest sprzeczna z innymi danymi mówiącymi, że Cesarz przyjeżdżał do Prakwic pociągiem). Łowczy Szmitd, pełniący swoje obowiązki na dworze Dohnów, w słobickich lasach wdrażał kilkunastoletniego Aleksandra w tajniki sztuki myśliwskiej.

Dzisiaj, jeden z pierwszych mieszkańców Świętego Gaju; leżącego o krok od Prakwic, posiada piękne poroże jelenia z datą i opisem wskazującym jednoznacznie, że ustrzelił go dziadek Aleksandra Richard. Był on niezwykle barwną postacią, uwielbiał polować, powozić zaprzęgiem złożonym z czterech, pięciu a nawet sześciu koni. W 1906 r. doszło między nim, a Wilhelmem II do poważniejszej scysji, na skutek czego cesarz przestał bywać u księcia Dohny. Jedynie w 1910 roku, kiedy w Prusach Górnych, na terenie powiatu pasłęckiego i morąskiego, odbywały się wielkie manewry wojskowe, kajzer nocował w Prakwicach. Na uwagę zasługuje fakt, iż w czasie tych manewrów wojska cesarskie wystąpiły po raz pierwszy w zunifikowanych szarozielonych mundurach tzw. feldgrau.

W 1913 r. cesarz obdarował Richarda orderem Czarnego Orła. W momencie wybuchu wojny w 1914 r., mimo iż skończył siedemdziesiąt trzy lata, książę zameldował się do czynnej służby wojskowej, gdzie otrzymał przydział do Czerwonego Krzyża przy sztabie generalnym. Jego bezpośrednim przełożonym był feldmarszałek Paul von Hindenburg. Richard Wilhelm zmarł w sierpniu 1916 roku w Wilnie na zapalenie płuc. W dniu 26 sierpnia został pochowany na cmentarzu w Słobitach, przy asyście przedstawiciela cesarza gen. von Plessena oraz wielu dostojników państwowych. Potrójną salwę honorową oddał pluton ochrony z obozu jenieckiego w Krośnie k/Pasłęka. Na ścianie kościoła w Słobitach znajduje się tablica kamienna, poświęcona poległym mieszkańcom wsi i okolicy w I wojnie światowej. Jest tu także nazwisko Richarda Wilhelma zu Dohna...

Podobnym duchem regalistyczno- militarno-konserwatywnym przesiąknięty był ojciec Aleksandra - Richard Emil zu Dohna (1872-1918). W kwietniu 1898 r., w wieku 26 lat ożenił się z Marią Matyldą księżniczką zu Solms-Lich (1873-1953). Rodzice wynajęli wówczas młodej parze obszerny i nowoczesny dom (ogrzewany centralnie gazem), położony w ekskluzywnej - willowej dzielnicy Poczdamu, przy Mangerstraße 7. W pobliskich koszarach Garde du Corps Richard Emil odbywał służbę wojskową jako adiutant pułku.

On i cały ród Dohnów uroczyście obchodzili wszystkie pruskie święta państwowe, czcili pamięć wojen napoleońskich, w których Dohnowie odegrali niepoślednią rolę, szczególnie roku 1813 i wiele innych wydarzeń historycznych. Triumf pod Sedanem (1870) obchodzono 2 września. Tego dnia ojciec Aleksandra, mieszkający od 1908 roku w nowo wybudowanym dworku w Bielicy (Behlehof), wytaczał o zmroku, przy pomocy służby, beczkę smoły na pagórek wysokości 80 m n.p.m. znajdujący na wschód od wsi, którą następnie podpalano. Po czym wygłaszał krótkie patriotyczne przemówienie na cześć cesarza i ojczyzny, kończące się wspólnym odśpiewaniem „Ich bin ein Preuße, kennt Ihr meine Farben”. Palące się w całej okolicy tego typu ognie robiły niesamowite wrażenie.

Richard Emil zu Dohna był honorowym gościem wielu uroczystości na terenie całych Prus Górnych ( d. Oberlandu). M.in. w dniu 8.06.1902 r. zaszczycił swoją obecnością obchody 25-lecia organizacji kombatanckiej Kriegsverein w Rychlikach

(Reichenbach ), mającą tu swoją siedzibę i skupiającą weteranów z całego powiatu pasłęckiego.
W pałacu słobickim, pełnym różnych pamiątek, Dohnowie urządzali zjazdy rodzinne, spotkania z generalicją, wysokim dostojnikami prowincji. Wspominając militarną przeszłość ojczyzny, z dumą patrzyli na jej aktualną potęgę, wszak Rzesza należała wówczas do głównych mocarstw świata. W takiej atmosferze wyrastał urodzony 11 grudnia 1899 roku w Poczdamie - Aleksander książę zu Dohna- Schlobitten. Już w chwili urodzin pierworodnego, a więc następcy na majoracie w Słobitach i księcia, wystąpiły problemy z nadaniem imienia. Jego matka chciała dać mu na imię Józef, ale mąż to jej wyperswadował. Postanowiono więc, że otrzyma imiona Hermann, Alexander; Richard - przy czym pierwsze i ostatnie były imionami dziadków Aleksandra. W ostatniej chwili pojawił się niespodziewanie problem, ponieważ cesarz Wilhelm II zapragnął być chrzestnym nowonarodzonego dziecka Dohnów. Zmusiło to ojca do ponownej wizyty w urzędzie stanu cywilnego i dodania na pierwszym miejscu jeszcze jednego imienia Wilhelm.

W zastępstwie cesarza trzymał go do chrztu szef sztabu generalnego Helmuth hr. von Moltke (Młodszy). Nieoczekiwanie podczas chrztu stał się bohaterem zabawnej sytuacji. Przygotował sobie bowiem krótkie wystąpienie na kartce, ale przy wydobywaniu jej z kieszeni munduru, wyleciał mu papier toaletowy i ... rozwinął się na oczach wszystkich przed ołtarzem! Cesarz Wilhelm II nie zapominał o swoim chrześniaku, a on sam już jako dorosły także to doceniał. Aleksander wspomina, że przy przywitaniu Wilhelma II w Prakwicach w 1910 r. wszystkie dzieci Dohnów całowały go w rękę, a on jako chrześniak pocałowany został przez niego w czoło. Za swój trzydniowy pobyt w gościnie u Dohnów kajzer dał olbrzymi „napiwek” (Trinkgeld) - 1000 złotych marek.

W swych wspomnieniach książę Aleksander niezwykle ciepło przedstawia okres zamieszkiwania (od 1908r.) w Bielicy (Behlenhof), należącej poprzednio do jego wuja - Achacego zu Dohna. Mimo, iż na początku wszystko było tu dla niego obce i nowe, okres dzieciństwa w Bielicy wspomina jako najszczęśliwszy w swym życiu.

Ojciec Aleksandra rozpoczynając gospodarzenie w tych dobrach przeprowadził na początku melioracje większości okolicznych pól, pokrywając koszty z własnej kieszeni, gdyż tutejsi chłopi byli zbyt ubodzy, by w tym przedsięwzięciu partycypować. Część pieniędzy na melioracje przekazał dziadek Aleksandra, ówczesny właściciel majoratu słobickiego.
Zabudowania gospodarskie Dohnów w Bielicy składały się z obszernego dworu (obecnie zamieszkiwany przez p. Cz. Marciniaka), stajni i stodół tworzących w sumie trzy wewnętrzne dziedzińce. Około stu metrów od dworu była obora, schowana nieco za drzewami. Dalej nienagannie utrzymana wiata dla pojazdów i stelmachownia (wszystka uprząż końska, szleje, chomąta itp. były sygnowane herbem Dohnów, podobnie zresztą jak i ... pościel). W Bielicy był też sad, niezwykle bogaty w drzewa owocowe i krzewy.

W 1909 r. ojciec Aleksandra kupił tutejszy, nieczynny młyn, a w rok potem niewielkie dobra w Cieszyńcu (Teschenwalde), do których należał także młyn wodny. Oba młyny leżały nad Wąską i prowadziła do nich ścieżka polna, dwukrotnie przecinająca rzeczkę. Tak więc młyn w Bielicy został gruntownie przebudowany i przeznaczony na dom pobytowy dla pozbawionych środków do życia młodych dziewcząt. Był to prawdopodobnie pierwszy tego typu dom w całych Prusach Wschodnich. Opiekę nad przebywającymi w nim dziewczętami sprawowała matka Aleksandra i wolontariuszka z Królewca. Dom cieszył się dużym powodzeniem, a wszystkie miejsca były cały czas zajęte. Jedynie zimą był nieczynny.

Stary młyn wodny w Cieszyńcu był pobudowany z tzw. muru pruskiego (Fachwerk), miał drewniane koło wodne o średnicy ok 3 metrów, regulowane w zależności od poziomu wody w rzece Wąskiej. Znajdujący się obok staw młyński posiadał specjalne śluzy i w czasie długotrwałych opadów napełniał się wodą. Hodowano tu szczupaki i węgorze. W 1974 roku, podczas pobytu Aleksandra w Polsce, po młynie nie było już śladu.

Od początku młody Aleksander był starannie edukowany i wychowywany. Jego ojciec zatrudniał guwernantkę i nauczycieli domowych. Niepoślednią rolę w edukacji Aleksandra odgrywał sport, a przede wszystkim jazda konna, której pierwszym nauczycielem był Anglik Caney. Jak przystało na obywatela ojczyzny futbolu, Caney nauczył Aleksandra grać w piłkę nożną, oczywiście z udziałem młodzieży z Bielicy. Grano początkowo typowymi szmaciankami, których żywot był naturalnie krótki. Później grano już prawdziwą, skórzaną futbolówką, kosztującą na owe czasy sporą sumę pieniędzy. W Bielicy grano także w tenisa i ćwiczono gimnastykę przyrządową. Podobnie jak w Słobitach, był tu m.in. drążek gimnastyczny, koń z łękami i in. sprzęty sportowe. Oczywiście od młodych lat wszyscy synowie Dohnów zaprawiani byli do sztuki myśliwskiej. Aleksander już w wieku dziesięciu lat strzelał z 6 mm krócicy, a w tajniki myślistwa wdrażał go przyboczny łowczy ojca - Wilhelm Becker (pierwszą i kardynalną zasadą był zakaz strzelania do celu, o ile ten nie był w pełni widoczny). Las k/ Bielicy był wprawdzie niewielki, ale polowania odbywały się w okolicy Osieka (Hermsdorf), oczywiście za zgodą tamtejszego wójta.

Ferie letnie spędzał młody Aleksander z reguły w zameczku myśliwskim w Prakwicach (Prökelwitz) k/ Dzierzgonia, odległym od Bielicy o 46 km, przy czym ówczesna podróż powozem konnym trwała doń ok. 3 godzin. Trasa wiodła m.in. przez dobra rodziny von Perbandt w Śliwicy (Nahmgeist), Barzynę (Wiese) należącą do von der Groben'ów, Rychliki (Reichenbach), Lipiec (Lippitz) i Królikowo (Königsee).

Dworek w Prakwicach był parterowy, z wyprowadzonym skrzydłem bocznym. Przed budynkiem był piękny kwietnik - w kształcie rotundy, a za nim wspaniała aleja wysadzana białymi bukami. Tutejszy park znany był z bogatych w orzechy krzewów, niespotykanych w innych rejonach Prus Wschodnich. Opodal Prakwic, w lesie położonym koło wsi Zakręty (Sakrinter Wald) znajduje się grodzisko średniowieczne, zwane wówczas "Schloßberg", które było celem licznych wycieczek Aleksandra i jego rodzeństwa. W XIX w. znajdowano tu szczątki naczyń wykonanych z brązu, eksponowanych później w muzeum „Prussia” w Królewcu. Na południe od Prakwic rozciągały się duże kompleksy leśne, dochodzące do Kamieńca (Finkenstein).

Dobra te należały także do Dohnów, a imponujący, pochodzący z drugiej połowy XVIII w. barokowy pałac należał w okresie międzywojennym do bezdzietnego wuja Aleksandra - Georga zu Dohna.

Kamieniec odwiedzany był zawsze przez dzieci Dohnów, właśnie przy okazji pobytu w Prakwicach. Słynął przede wszystkim z "pokoju Napoleona"(Napoleon-Zimmer), umeblowanego w stylu "Empire", oczywiście z czasów pobytu w nim Napoleona ( 1. IV.-6. VI. 1807) i Marii z Łączyńskich - Walewskiej (przełom kwietnia i maja 1807r.

Pałac w Kamieńcu (okres międzywojenny)

Pałac w Kamieńcu (okres międzywojenny)

Schloß Finckenstein im ehem. Kreis Rosenberg in Westpreußen. Christa Mühleisen

Niezwykła była również tzw. komnata chińska, bogato dekorowana rzeźbami z piaskowca i licznymi fontannami. Park pałacowy w Kamieńcu należał do największych i najpiękniejszych w Prusach Wschodnich, wychodził aż na jez. Gaudy. Już po wojnie,1945 r. za sprawą sowieckich żołnierzy wszystko legło w gruzach.

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu - (stan obecny) fot. A.Jurczak

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu, elewacja zachodnia - (stan z 2004r.) fot. A.Jurczak

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu - (stan z 2004r.) fot. A.Jurczak

Wybuch wojny w 1914 r. przyjęto tak w Prusach Wschodnich, jak i w całych Niemczech, z dużym entuzjazmem. Ogół społeczeństwa bezgranicznie ufał kajzerowi, uważając jednocześnie, iż podejmuje walkę w słusznej sprawie, tj. w obronie ojczyzny. Także ród Dohnów bez cienia wątpliwości poparł wojenną decyzję monarchy.

W obawie przed ofensywą armii rosyjskiej ojciec Aleksandra, Richard Emil zu Dohna wywiózł całą rodzinę do swych krewnych w Darmstad. Tam Aleksander uczęszczał do gimnazjum im Ludwika-Georga ale już po klęsce Rosjan pod Tannenbergiem i nad Wielkimi Jeziorami Mazurskimi w sierpniu 1914 r., Dohnowie powrócili z dziećmi do Słobit. Aleksander kontynuował naukę w Dalrmstad do maja 1918 r., kiedy to zdał maturę i niezwłocznie został powołany jako podchorąży do pułku Garde du Corps w Poczdamie, a stąd na front wschodni. Tutaj, w okolicach Kurska zastało go zawieszenie broni i wieść o abdykacji cesarza Wilhelma II.

Jeszcze wcześniej, w czasach nauki w darmstadzkim gimnazjum zaprzyjaźnił się z kolegą ze szkolnej ławy - Karlem Wolff'em, przyszłym adiutantem szefa SS Heinricha Himmlera i jak się później okazało, znajomość ta miała spory wpływ na niektóre decyzje życiowe Aleksandra.

W tymże 1918 r. zmarł mu ojciec, na skutek czego Aleksander, mając dziewiętnaście lat, jako najstarszy syn stał się księciem i właścicielem fideikomissu (zrządzeniem losu stał się właścicielem z prawem do dalszych decyzji spadkowych) słobickiego. Jak cała arystokracja niemiecka uznał abdykację cesarza Wilhelma II i przekształcenie monarchii w republikę za prawdziwe nieszczęście państwa niemieckiego. Zajął więc postawę opozycyjną wobec Republiki Weimarskiej i marzył o restytucji cesarstwa. Przyjaźnił się z wnukiem cesarza, także Wilhelmem (ur. 1906), który zginął w 1940 r. we Francji.

Aleksander przejąwszy niespodziewanie gospodarkę w Słobitach, nie miał stosownego przygotowania do nowej roli. Tak więc w 1919 r. rozpoczął praktykę rolniczą u renomowanego gospodarza, ziemianina - Karla Görg'a w Rydzówce (Kalthof), mającego ok. 600 ha ziemi, m.in. także w m. Licze k/Kwidzyna (Littschen). Tu również praktykował młody książę i z tego czasu utrwalił mu się w pamięci plebiscyt z 1920 r. oraz wizyta przedstawicieli Międzynarodowej Komisji Kontrolnej. Okazało się, że prawie 95% mieszkańców rejencji kwidzyńskiej głosowało za jej pozostaniem w granicach Niemiec.

Początkowo Aleksander zu Dohna był członkiem Deutschnationale Volkspartei, przemianowanej w 1918 r. z Partii Konserwatywnej. Później stopniowo od niej odchodził, ponieważ członkowie tej partii, nie mogąc pogodzić się z utratą prestiżu, jakim cieszyli się do 1918 r., kierowali się obsesyjną wrogością do wszystkich przeciwników monarchii, a szczególnie lewicy. Jako członek Heimatbundu, Aleksander zu Dohna pertraktował w Monachium na przełomie 1922 i 1923 z przywódcą NSDAP, Adolfem Hitlerem.

Adolf Hitler usiłował podporządkować sobie Heimatbund, więc prowadzone z nim rozmowy, z udziałem Aleksandra zu Dohna, spełzły na niczym. Gdy w 1925 r. feldmarszałek Paul von Hindenburg został prezydentem z ramienia obozu prawicowego, Dohna przyjął ten wybór z radością. W latach 1929 - 1931 był dwukrotnie zapraszany wraz z żoną na ekskluzywne kolacje u Hindenburga. W 1931 r. poznał osobiście Heinricha Brüninga, premiera z ramienia katolickiej partii Centrum, którego rządy bardzo mu odpowiadały. Toteż Dohna bardzo rozczarował się do Hindenburga, gdy ten pozwolił upaść w 1932 r. gabinetowi Brüninga.

W latach 1922-25 Aleksander studiował w elitarnej szkole Corps Borussia w Bonn, będącej swego czasu pod osobistym patronatem kajzera Wilhelma II, w której przebywało wówczas młode pokolenie najznakomitszych rodów arystokratycznych Niemiec. Byli więc bracia Aleksandra - Vickbert (1903-1984) i Christof (ur.1904), bracia Heini i Dieter von Donhoff z Friedrichstein (obecnie Kamienka n/Pregołą, 21 km na wschód od Królewca), Wolf książę zu Wartenburg, Paul hr. Yorck von Wartenburg, Hans Carl von Rosenberg, Ottfried hr. von Finckenstein, Mortimer hr. Eulenberg i in. Trudno ocenić jaki poziom nauczania był w tej szkole, w każdym bądź razie, młody Dohna posiadł doskonale trudną sztukę fechtunku.

Jesienią 1925 r. podczas polowania, na zaproszenie kronprinza Wilhelma, poznał „piękną i mądrą” Fredę Antoinette hrabinę von Arnim z domu Muskau (ur. 1905), popularnie zwaną w najbliższym towarzystwie „Titi”. Młodsza o sześć lat, z miejsca przypadła mu do gustu, a zaproszenia na bale i polowania (w których niekiedy mu dzielnie towarzyszyła), pierwsze „nieśmiałe pocałunki”, spowodowały, że między młodymi zrodziło się gorące uczucie. Związek ten zyskał z miejsca aprobatę obu wielce nobilitowanych i znanych rodzin, trudno było bowiem o lepszą partię. Niedługo potem Aleksander ubrany we frak i cylinder poprosił Adolfa v. Arnim o rękę jedynaczki „Titi”. Zaręczyny ogłoszono oficjalnie w tym samym czasie w Słobitach i Muskau (obecnie na granicy polsko-niemieckiej).

Ślub poprzedziły rozległe przygotowania, w czasię, których zmieniono wystrój reprezentacyjnej sali pałacu w Muskau. Teść Aleksandra zażyczył sobie, by jego zięć podczas uroczystości weselnych wystąpił w tradycyjnym, wschodniopruskim uniformie stanowym. Aleksander zwrócił się więc z prośbą do ostatniego szefa cywilnego gabinetu kajzera Wilhelma II – „Tajnego Radcy, Ekscelencji von Berga” o stosowną zgodę.

Krój sięgającego do kolan surdutu, pochodził z połowy XVIII wieku. Uszyty został w kolorze ciemnoniebieskim, z czerwonymi wypustkami na rękawach. Do kompletu była biała kamizelka, białe spodnie i biały, dwurzędowy szamerunek i szablą przy boku. Ten niezwykle paradny i elegancki zarazem uniform książę Aleksander założył tylko raz w życiu, właśnie przy okazji ślubu. Zaproszono prawie sto osób, a wśród gości weselnych byli m.in. Wielki Książę i Księżna Hesji, następczyni tronu pruskiego - Cecylia i znani przedstawiciele arystokracji niemieckiej, niekiedy skoligaceni z rodem von und zu Dohna. Zamek, miasto i kościół w Muskau udekorowano girlandami i flagami. Ślub odbył się 29.V.1926r.

Oczywiście Aleksander miał także wesoły wieczór kawalerski, w czasie, którego kuzyn „Titti” - Ulrich Wilhelm hrabia von Schwerin-Schwanenfield, ubrany w stój kąpielowy doskonale naśladował Dohnę, akcentując charakterystyczną dlań postawę, tj. lekko pochyloną do przodu głowę. Obrączki ślubne zostały wygrawerowane wg starego słobickiego zwyczaju literami „G g G”(Gott gebe Gnade) – „Boże bądź łaskaw”. Świeżo poślubiona żona dostała od rodziców zaopatrzenie w wysokości 1000 marek miesięcznie, bogate wyposażenie, w tym bieliznę, ubiory, pościel, talerze deserowe z porcelany miśnieńskiej i obrusy z wyszytymi herbami Dohnów i Arnim.

Gdy goście weselni jeszcze świętowali, młoda para udała się samochodem Isotta Fraschini (niezwykle rzadko spotykany wówczas egzemplarz, pozyskany przez osobistego szofera Dohnów - Fritza Oleschkewitza ze Słobit) w podróż poślubną. Trasa wiodła m.in. przez Drezno - Hotel Bellevue, Wolfach w Szwarcwaldzie, Bazyleję, leżący po francuskiej stronie jez. Genewskiego - Evian les Bains i Montreux, gdzie młodzi zatrzymali się na dwa tygodnie. W drodze powrotnej przybyli do Lich w Hesji, siedziby krewnych żony Aleksandra. Następnie do Prakwic k/Dzierzgonia, gdzie podjęto ostatnie przygotowania do uroczystego wjazdu do Słobit. „Odkurzono” więc najcenniejszą w słobickiej powozowni odkrytą karocę, z której korzystał tylko kazjer i członkowie rządu odwiedzający Słobity. Była niezwykle wystawna, w kolorze czarnym, wyściełana jasnym rypsem i nie miała osobnego kozła dla woźnicy (kuczera). Tak więc nowożeńców powoziło dwóch kuczerów w uroczystych liberiach i cylindrach, przy czym pierwszy siedział na lewym z sześciu koni (a la Daumont) - znajdującym się w pierwszej dwójce, a drugi także na lewym koniu, w trzeciej dwójce. Z tyłu, za młodą parą, siedział przyboczny łowczy Dohnów z pióropuszem w kapeluszu i nożem myśliwskim oraz trzeci kuczer - Gustav Will, postać niezwykle barwna, bohater wielu anegdot. Wprawdzie nowożeńcy przyjechali z Prakwic w okolice Słobit samochodem, ale w tutejszym lesie przesiedli się do wspomnianej karocy. Przed dobrami przywitało ich konno trzech głównych zarządców, ubranych w odświętne surduty i z tą eskortą dotarli przed wejście do pałacu. Tutaj zgromadzili się mieszkańcy Słobit, pracownicy majątku Dohnów, pastor May, członkowie organizacji młodzieżowej im. Bismarcka z Deutschnationalen Volskpartei i zaproszeni goście. Po słowach przywitania wygłoszonych przez matkę Aleksandra, on sam podziękował w kilku słowach, a następnie odbyło się rodzinne spotkanie w głównej komnacie, zwanej uroczystą.

W wyborach 6-go listopada 1932 r., w skomplikowanej sytuacji politycznej spowodowanej kryzysem gospodarczym i walką nazistów o władzę w Niemczech, Dohna oddał wraz z żoną swój głos, chociaż z pewnymi oporami na NSDAP. Partia hitlerowska zapowiadała uzdrowienie gospodarki i stabilizację życia politycznego, co odpowiadało zdecydowanej większości latyfundystów pokroju Dohnów. Hitlerem zachwycała się wieś, a spostrzeżenia Aleksandra przynajmniej w części zadają kłam poglądom mówiącym o niechętnej, a nawet pogardliwej postawie arystokracji niemieckiej wobec hitlerowskiego reżimu.

Aleksander spotkał się po raz drugi z Hitlerem jesienią 1932 r., gdy jego wujek Hermann Dohna obwoził go po Prusach Wschodnich, a po raz trzeci latem 1933 r., gdy Hitler zawitał m.in. do Kamieńca (Finckenstein) k/Susza. Wśród dużego orszaku Führera był m.in. Reinhard Heydrich, Hainrich Himmler i jego osobisty adiutant - Karl Wolff, dawny kolega szkolny Aleksandra. Dohna osobiście odwiózł Himmlera swoim samochodem do Malborka i później do granic Wolnego Miasta Gdańska. Himmler interesował się gospodarką na Żuławach. Zbulwersował jednak Aleksandra swym dyletanctwem jesienią 1935 r., kiedy towarzysząc mu przy wykopaliskach na średniowiecznym grodzisku zwanym Schloßberg w prakwickim lesie powiedział, że znaleziony kamień polny jest starogermańskim młotem.

Karl Wolff namówił Aleksandra Dohnę, by towarzyszył Hitlerowi w drodze powrotnej z Kamieńca do Berlina (z lotniska w Królewie k/Malborka) gdyż w Ju 52-3 M Führera było miejsce wolne. Skorzystał z tej propozycji, chociaż nie miał okazji na osobistą rozmowę z Hitlerem, zajętym podczas lotu na Tempelhof czytaniem książki.

W czerwcu 1934 r. Aleksander zu Dohna podjął jeszcze jedną próbę obalenia Ericha Kocha. W tym celu zaprosił na polowanie do Prakwic Hermanna Göringa i kilka wpływowych osób z establishmentu Prus Wschodnich, m. in. komisarza d/s pomocy dla Wschodu (Osthilfe) - dr Lauensteina, prezydenta rejencji królewieckiej Wernera Friedricha i swego wujka - Heinricha zu Dohna z Tołkin k/Kętrzyna (Tolksdorf).

Pobyt Göringa w dobrach Dohnów mocno zirytował Kocha, który szybko zorientował się w planach Aleksandra. Z tego powodu miał wiele nieprzyjemności, z nagonką w prasie wschodniopruskiej włącznie. Natomiast Göring nie zdecydował się na żaden ruch przeciwko pupilowi Hitlera. Wprawdzie Koch jesienią 1935 r. za sprawą Göringa i Himmlera, został na krótko zawieszony w czynnościach, ale już po miesiącu Hitler przywrócił go na zajmowane stanowisko.

Od tego czasu ostatni właściciel fortuny von Dohnów związał się na trwałe z hitlerowską III Rzeszą. Ten fragment spisany jest na podstawie jego wspomnień, które moim zdaniem, nie zawsze odpowiadają prawdzie. Zwłaszcza fragmenty dotyczące jego niechęci do hitleryzmu, rozumienia spraw polskich, itp. Niemniej podaję je, żeby oddać ducha tamtych czasów.

Wstecz | Strona główna | Dalej

Ostatnia aktualizacja tej witryny: 11 marca 2008

Autor tekstu Andrzej Czapliński. Wykonanie strony Adam Jurczak