Ród von Dohna - Posłowie - Kamienie Wilhelma - Andrzej Czapliński

Strona główna
Wstęp
Prakwice
Gospodarka leśna
Cesarskie łowy
Zakończenie
Posłowie
Wilhelm II
Ród von Dohna
Dobra rodowe
Historia rodu
Od autora
Bibliografia
Fotografie kamieni
Mapa
Namiary GPS
Inne kamienie

Ród von Dohna

Protoplastą rodu von Dohna był krzyżacki najemnik Stanislaus (zm.1504/05), dowódca polowy podczas bitwy pod Chojnicami w 1454 roku. Dobra, które otrzymał za zasługi dla Zakonu, stanowiły początek wielkiej fortuny jaką kolejni członkowie rodziny pomnażali przez stulecia. Z drzewa genealogicznego wynika, że ród pochodził z Górnej Saksonii, a do Prus przybył w 1454 roku. Po przegranej, z Polską, wojnie 13 – letniej Zakon Krzyżacki spłacał najemników nadaniami ziemskimi. W 1469 roku Stanislaus von Dohna, otrzymał w ten sposób dobra Wilczęta (niem. Deutschendorf, Villa Teutonica), nadane na wieczne czasy. W następnych latach ród otrzymał Karwiny (niem. Karwinden - 1469 r.), a w 1525 roku Peter von Dohna (1482 – 1553), syn Stanislausa, otrzymał od Zakonu wieś Słobity (niem. Schlobbiten). Stały się one potem siedzibą rodową von Dohnów. Właśnie syn Stanislausa Peter uważany jest za twórcę potęgi rodu. Ożeniony z córką wojewody pomorskiego Katarzyną Zehmen miał z nią ośmiu synów i jedną córkę.

Dopiero jednak jego syn Achacy pobudował pierwszy dom w Słobitach, a pierwszy pałac w Słobitach powstał za sprawą syna Achacego Abrachama. Na przestrzeni wieków Dohnowie stali się najpotężniejszym rodem w Prusach Wschodnich. W ich posiadaniu były siedziby w Bielicy, Gładyszach, Kamieńcu, Karwinach, Karwitach, Kątach, Ławkach, Markowie, Sasinach, Morągu i Prakwicach. Historię rodu opisał, na łamach Głosu Pasłęka, Lech Słodownik z Elbląga. Dane historyczne o rodzie zaczerpnąłem ze wspomnień ostatniego właściciela majątku Aleksandra. Są one zawarte w książce autobiograficznej: Dohna-Schlobitten Aleksander, Erinnerungen eines alten Ostpreussen, Berlin 1998. Aleksander zu Dohna przedstawia w niej postać dziadka Ryszarda Wilhelma, który zapraszał na polowania ostatniego Cesarza Niemiec i Króla Prus Wschodnich, Wilhelma II.

Ryszard Wilhelm (ur.1843, zm. 1919), był w prostej linii jedenastym potomkiem Stanislausa. Za przyczyną jego starań, na łowy do Prakwic, zjeżdżali najpierw Carl Fredrich von Preussen (członek cesarskiej rodziny), a następnie sam Cesarz Wilhelm II. Ryszard von Dohna uwielbiał Wilhelma, który jeszcze jako kronprinz przyjeżdżał do Słobit, a później już jako Cesarz do Prakwic. Każdy przyjazd Cesarza był powodem dla magnatów pruskich do hucznej fety i stanowił lokalną sensację. W początkowym okresie Cesarz przyjeżdżał pociągiem do Bogaczowa k. Elbląga, a dalsza podróż odbywała się stosownym zaprzęgiem konnym. W późniejszym okresie, po wybudowaniu bardzo urokliwej stacyjki kolejowej w Prawicach, na niej „odbierano” dostojnego gościa.

 Siedziba rodowa von Dohnów w Słobitach

Siedziba rodowa von Dohnów w Słobitach

Podróż zaprzęgiem konnym obfitowała w postoje, podczas których Cesarz Wilhelm był owacyjnie witany. Tak było m.in. w Kątach, 14 maja 1897 roku, gdzie podejmował Cesarza śniadaniem, graf Emanuel Dohna-Kathen.

Na dworze cesarskim Richard Dohna pełnił funkcję Łowczego Dworu oraz Prowadzącego Sforę (niem. Master) królewskich polowań (niem. perfors). Jako Master polowania w Liebenbergu został z bardzo bliska postrzelony śrutem w kostkę (rana odezwie się dopiero po długim czasie, na starość Ryszard będzie podpierał się laską o rączce wykonanej z kości słoniowej). Był okazałym mężczyzną. Na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku Wojciech Kossak, zauroczony widokiem księcia galopującego na siwku „Glasenapp”, uwiecznił go na portrecie.

Richard był bardzo barwną postacią. Polowania to była jego pasja, uwielbiał konie i doskonale powoził cztero, pięcio a nawet sześciokonnym zaprzęgiem.

Polował bardzo dużo w swoich włościach, również w Prakwicach. W miejscowości Święty Gaj gm. Dzierzgoń, u Łucji i Czesława Gajdzis, znajduje się poroże jelenia byka, którego opis jednoznacznie wskazuje, że upolował go Richard zu Dohna Schlobitten Studzienitz. Data 17 września 1907 roku wskazuje dzień ustrzelenia byka.

Fotografia czerepu z datą

Jest to piękne poroże byka dwunastaka, który w rozłodze ( rozstaw pomiędzy tykami wieńca) ma rozstaw 100 cm. Pod nazwiskiem i datą widnieją jeszcze jakieś cyfry. Bez trudu można odczytać 335, niestety następne dwie są nieczytelne z powodu zniszczenia czerepu. Nie jest mi także wiadome co takie cyfry oznaczają.

Czesław Gajdzis i Krzysztof Borzym z porożem

Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że poroże pochodzi z dworku w Prakwicach. Na początku 1945 roku stało się własnością, nieżyjącego już, Adama Kurnika, którego wojenne losy rzuciły do Dzierzgonia. Jak opowiada Jego żona Irena „mąż przyniósł je do domu prawdopodobnie z innego, jeszcze nie zamieszkanego, lokalu”. Państwo Kurnikowie, którzy zostali wywiezieni z przemyskiego i krakowskiego na roboty do Niemiec, czyli do Elbląga, osiedlili się już w lutym 1945 roku w Dzierzgoniu. Po ucieczce z transportu bydła i koni poniemieckich, którymi kazano im się opiekować, a prowadzonego przez żołnierzy radzieckich w celu wywózki do Rosji, jako jedni z pierwszych osadników tworzyli zręby społeczności w Dzierzgoniu. Ciekawostką jest, że ucieczka z transportu nastąpiła w Starym Mieście. Zatem poroże trafiło do Państwa Kurników podczas urządzania ich mieszkania w Dzierzgoniu, prawdopodobnie w lutym-marcu 1945 r. W tamtych czasach zbierano meble i inny sprzęt z opuszczonych przez Niemców mieszkań. Córka Państwa Kurników Łucja otrzymała to poroże od rodziców i po zamążpójściu przeniosła się do Świętego Gaju, gdzie poroże znajduje się do dnia dzisiejszego.

Fotografia poroża

Niestety nie wiadomo w jaki sposób trafiło ono do Dzierzgonia. Najbardziej trafna hipoteza to taka, że po opuszczeniu dworku w Prakwicach przez von Dohnów, padło ono łupem szabrowników albo żołnierze radzieccy zabrali je z dworku i sprzedali jakiemuś mieszkańcowi pobliskiego Dzierzgonia. Jest to jednak tylko hipoteza. Z dużym prawdopodobieństwem można jednak uznać, że pochodzi ono z wystroju dworu prakwickiego.

1 stycznia 1900 r. Richard Wilhelm von Dohna został podniesiony przez cesarza do godności dziedzicznego księcia. Było to na zasadzie primogenitury, tytuł przechodził tylko na najstarszego męskiego potomka tej gałęzi rodu. Nie obeszło się wtedy bez kpin i uszczypliwych uwag ze strony rodziny. „Pierwszy parweniusz w naszej rodzinie”- stwierdził jeden z kuzynów, „biedny Ryszard, jak on będzie mógł za to odpłacić” - powiedział inny.

Do 1906 roku cesarz, nie tylko przy okazji polowań, często gościł w Słobitach. Po każdej z takich wizyt zostawała jakaś cenna pamiątka. Najbardziej wartościową była jedna ze słynnych tabakierek, należącą niegdyś do Fryderyka Wielkiego, wykonana z chryzoprazu i zdobiona bogato diamentami.

Wilhelm II (siostrzeniec Fryderyka) podarował ją gospodarzom Słobit podczas wizyty, na której wystawiano operę napisaną i skomponowaną na jego cześć. Tabakiera była tak cenna, że przechowywano ją w żelaznej szafie.

Po 1906 r. przyjazne stosunki między cesarzem i księciem znacznie się ochłodziły. Doszło pomiędzy nimi do poważnych scysji, w wyniku czego Cesarz zaprzestał odwiedzin w Słobitach. Jednak w 1910 roku nocował w Prawicach, przy okazji wielkich manewrów wojskowych, które odbyły się w Prusach Górnych. Za ciekawostkę należy znać fakt, że wojska pruskie, podczas manewrów, po raz pierwszy wystąpiły w mundurach polowych koloru szarozielonego tzw. feldgrau.

Piąty z lewej Richard Wilhelm zu Dohna

Piąty z lewej Richard Wilhelm zu Dohna

Pomimo nieporozumień Wilhelm II odznaczył Richarda, w 1913 roku, orderem Orła Czarnego. W chwili wybuchu I Wojny Światowej w 1914 roku, książę Dohna ukończył osiemdziesiąt trzy lata i pomimo tego zameldował się do czynnej służby wojskowej. Ulokowano dziarskiego staruszka przy sztabie generalnym feldmarszałka Paula von Hindenburga, z przydziałem do Czerwonego Krzyża. Niestety trudy wojny okazały się śmiertelne dla Richarda. Zmarł w sierpniu 1916 roku w Wilnie na zapalenie płuc. Pogrzebano księcia 26 sierpnia 1916 roku w Słobitach, a pożegnalną, potrójną salwę honorową oddało „komando” czyli pluton ochrony obozu jenieckiego w Krośnie k. Pasłęka. Pogrzeb zaszczycił swoją obecnością, bliski współpracownik Cesarza, uczestnik cesarskich polowań w Prakwicach, gen. płk. von Plessen. W kościele słobickim, na tablicy kamiennej, umieszczono obok. innych nazwisk mieszkańców miejscowości poległych w I Wojnie Światowej, nazwisko Richarda Wilhelma zu Dohna.

Pałac w Słobitach – lata międzywojenne

Pałac w Słobitach stan z 2004r. fot. A.Jurczak

Pałac w Słobitach stan z 2004r. fot. A.Jurczak

Pałac w Słobitach 2004r. Fot. A.Jurczak

Richard Wilhelm Von Dohna, jak wszyscy wschodniopruscy magnaci, przesiąknięty był poglądami regalistyczno-militarno-konserwatywnymi. Również jego syn Richard Emil zu Dohna (1872-1918) był typowym prusakiem. Mając 26 lat ożenił się z Marią Matyldą księżniczką zu Solms-Lich (1873-1953). Ślub odbył się w 1898 roku i nowożeńcy zamieszkali w willowej dzielnicy Poczdamu przy ul. Mangestrasse 7. Dom był wynajęty i jak na owe czasy nowoczesny. Posiadał nawet ogrzewanie gazowe. W pobliskich koszarach elitarnego Garde du Cors, Richard Emil odbywał służbę wojskową. Był adiutantem pułku.

Ród von Dohna zawsze uroczyście obchodził pruskie święta państwowe. Czczono pamięć wojen napoleońskich, w których członkowie rodu brali udział. Szczególnie 1813 rok, triumf pod Sedanem w 1870 roku i inne wydarzenia historyczne. W okresie późniejszym bardzo pielęgnowano pamięć poległych w I Wojnie Światowej, zarówno członków rodu jak i żołnierzy wywodzących się z ludności pochodzącej z ich dóbr. M.in. w Starym Mieście istniał obiekt, w którym umieszczono tablicę z nazwiskami poległych żołnierzy, mieszkańców okolicznych dóbr von Dohnów.

Stan około 1920 roku

Stan obecny. Powierzchnia około 0,2 ha, bogata kompozycja zieleni wysokiej, nasadzenia graniczne, aleja prowadząca od bramy do pomnika, aleja poprzeczna. Brama z ciosów kamiennych, półkolista, zwieńczona niegdyś krzyżem walecznych. Pomnik w formie dużego obelisku z kamiennych ciosów, zachowała się część jednej tablicy inskrypcyjnej z czarnego marmuru, zniszczona, nieczytelna.

Jeszcze kilka lat temu był zachowany doskonale widoczny napis ku pamięci Grafa Richarda Zu Dohna Schlobitten, z pobliskiego Finckenstein. Ojca grafa Aleksandra, który po śmierci ojca został pod opieką stryja. Na pomniku widniał napis i winiec z liści dębu. I data urodzin i śmierci - listopad 1918.

W takich i podobnych miejscach von Dohnowie urządzali uroczystości patriotyczne z okazji świąt i rocznic państwowych. Richard Emil zu Dohna mieszkający od 1908 roku w Bielicy (wybudowano tam nowy dworek) czcząc sedańską wiktorię wytaczał po zapadnięciu zmroku, każdego 2 września, beczkę smoły. Umieszczano ją na pagórku o wysokości 80 m n.p.m. Następnie smołę podpalano i Emil wygłaszał patriotyczne przemówienie na cześć cesarza i ojczyzny. Potem wspólnie z mieszkańcami śpiewano patriotyczne pieśni. Palące się w całej okolicy beczki ze smołą sprawiały podniosłe wrażenie.

Richarda Emila zu Dohnę jako typowego junkra pruskiego zapraszano na wiele uroczystości na terenie całych Prus Górnych. Był m.in. gościem podczas obchodów 25 – lecia organizacji kombatanckiej Kriegsverein w Rychlikach. Skupiała ona weteranów z powiatu pasłęckiego. Wielka uroczystość, odbyła się w sąsiedniej do Starego Dzierzgonia, gminie Rychliki 8 czerwca 1902 roku.

Pałac słobicki pełen był różnych pamiątek. W jego pięknych wnętrzach Dohnowie urządzali zjazdy rodzinne, spotkania z generalicją, urzędnikami cesarstwa i prowincji.

Pałac w Słobitach

W atmosferze bogactwa i przepychu wspominali militarną przeszłość ojczyzny i byli dumni z aktualnej sytuacji i potęgi militarnej cesarstwa. Wszak Niemcy były podówczas jedną z największych potęg Europy i świata. W tej otoczce urodził się i wychował Aleksander książę zu Dohna, który jak się potem okazało był ostatnim spadkobiercą fortuny, i którego losy były chyba najtragiczniejsze spośród wszystkich Dohnów. Stał się bowiem świadkiem utraty i zniszczenia całej potęgi rodu.

Ostatni książę Dohna urodził się w Poczdamie 11 grudnia 1899 roku. Pierwotnie miał mieć na imię Józef, tak chciała matka. Ojciec jednak wymusił aby jego pierworodnego nazwać imionami dziadków Richard i Herman oraz Aleksander. Jednak Cesarz Wilhelm II wyraził życzenie, żeby potomek tak znakomitego rodu był jego chrześniakiem. W ostatniej chwili w urzędzie dodano jeszcze imię Wilhelm. Tak więc Wilhelma, Hermana, Aleksandra, Richarda zu Dohna ochrzczono pod czterema imionami. Do chrztu, w zastępstwie Cesarza, trzymał go szef sztabu generalnego Helmuth hr. von Moltke zwany Młodszym. Stał się on, podczas chrztu, uczestnikiem komicznej sytuacji. Miał wygłosić mowę i sięgając do kieszeni po kartkę z przemówieniem, niechcący wyciągnął … papier toaletowy, który na oczach wszystkich zgromadzonych rozwinął się i potoczył po kościele. Z czterech imion używano jednego Aleksander. Cesarz dbał o to, aby wyróżniać chrześniaka. Podczas pobytów na polowaniach w Prakwicach wszystkie dzieci Dohnów całowały „najjaśniejszego” w rękę, jedynie Aleksander całowany był przez Cesarza w czoło. W czasie pobytu w Prakwicach (1910 r.) za trzydniowy pobyt „kajzer” wręczył właścicielowi ”olbrzymi napiwek – trinkgeld” w wysokości 1000 złotych marek. W tym czasie był już skłócony w Richardem i widocznie nie chciał być tylko gościem Dohny.

W swojej wspomnieniowej książce Aleksander wspomina ciepło okres dzieciństwa, a szczególnie czas zamieszkiwania w Bielicy (niem. Behlenhof). Warto przytoczyć ten czas, jako najszczęśliwszy zdaniem Aleksandra, w jego życiu. Na tym przykładzie można sobie wyobrazić życie szlachty pruskiej i jej doskonałe gospodarowanie całymi dobrami. Przypomnijmy, że w Bielicach od 1908 roku, osiedli rodzice Aleksandra. Poprzednio należały one do wuja Aleksandra Achacego von Dohna.

Po objęciu włości w Bielicy Richard Emil von Dohna rozpoczął zakrojone na wielką skalę melioracje gruntów, pokrywając większość kosztów z własnej kieszeni. Pomagał mu w tym ojciec, właściciel majoratu Słobity. Stale powiększał swoje włości. Zakupił, w 1910 roku, dobra w Cieszyńcu (niem. Teschenwalde), młyn w Bielicy, który po remoncie i przebudowie przeznaczono na dom pobytowy dla dziewcząt pozbawionych środków do życia. Trzeba dodać, że Dohnowie w swoich dobrach dbali o sprawy socjalne swoich pracowników. W Pachołach (niem, Pachollen) istniał dom dla emerytowanych robotników rolnych, a dom w Bielicy był pierwszym tego typu w Prusach Wschodnich. Otwarty był (oprócz zimy) przez cały rok. Prowadziła go żona Richarda Emila zu Dohna, Maria Matylda przy pomocy wolontariuszki z Królewca.

Młody spadkobierca fortuny był starannie edukowany. Początkowo Aleksandrem zajmowała się guwernantka i nauczyciele domowi m.in. anglik Caney, który uczył go jazdy konnej i gry w futbol. Oczywiście przysposobiano go także do myślistwa. Mając 10 lat Aleksander strzelał z 6 mm krócicy. Łowczy dworu w Bielicy, Wilhelm Becker wywoził go do lasu, gdzie poznawał tajniki łowiectwa.

Wakacje i ferie spędzał Aleksander w dworku myśliwskim w Prawicach odległym od Bielicy o 46 km. Podróż do Prawic odbywała się powozem konnym i trwała około 3 godzin. W czasie podróży przejeżdżano przez dobra rodziny von Perbandt w Śliwicy (Niem. Nahmgeist), Barzynę (niem. Wiese), która była własnością von der Groben, następnie przez Rychliki, Lipiec (niem. Lippitz) i Królikowo (niem. Königsee). W czasie pobytów w Prakwicach zawsze odwiedzano Kamieniec leżący obecnie w gm. Susz. Piękny barokowy pałac, pochodzący z drugiej połowy XVII w. był własnością Georga zu Dohna. Wujek Aleksandra był bezdzietny i bardzo lubił odwiedziny swoich młodych krewnych. Imponująca budowla słynęła z tego, że gościła w swoich murach Napoleona i Marię Walewską. Ciekawostką był pokój Napoleona „Napoleon – Zimmer”, w którym cesarz francuzów mieszkał. Była w nim też bogato zdobiona „komnata chińska” oraz największy i najpiękniejszy w Prusach Wschodnich park pałacowy. Park dochodził aż do jeziora Gaudy.

Kamieniec kojarzony jest zwykle z rodem von Finckenstein. „Wieś położona w odległości ok. 6 km od Susza, powiat iławski, pierwotnie występowała pod nazwą Hewisdorf ale już w roku 1321 pojawia się pod nazwą Habersdorf, jej początki sięgają czasów krzyżackich. W roku 1532 Książe Prus przekazuje wioskę Georgowi von Polenz biskupowi Pomezanii, od którego w roku 1653 Habersdorf razem z należącymi do niej gruntami kupił Jonasz zu Eulenburg. Od tego ostatniego w roku 1705 folwark Habersdorf z wchodzącymi w jego skład wioskami: Różnowo, Michałowo, Bornice, Piotrkowo i Grodziec, za kwotę 78.100 guldenów kupił marszałek polny Prus Albrecht Konrad Finck von Finckenstein, który już od roku 1690 był właścicielem Iławy, dóbr rudzienickich z folwarkami Dziarny Duże i Małe, Ławice, Szałkowo i Kamień a od roku 1699 właścicielem dóbr szymbarskich wraz z Ząbrowem i Kamionką, Starzykowem, Szczepkowem, Olbrachtowem i Falknowem. Finckensteinowie po zakupie Habersdorf stali się jednym z najbogatszych rodów magnackich Prus Wschodnich posiadającym tylko na terenie obecnego powiatu iławskiego dobra ziemskie o powierzchni ponad 10.000 ha.

Ten wielki magnacki ród posiadający w swoich dobrach, stary średniowieczny zamek w Szymbarku oraz rozliczne dwory i dworki wiejskie takie, jak w Rudzienicach czy Gardzieniu, nie posiadał jednak rezydencji odpowiednio wielkiej a zarazem okazałej i wygodnej, świadczącej przy tym o bogactwie i wielkiej świetności rodu. Dlatego po kupnie Habersdorf Finckensteinowie postanawili tutaj właśnie zbudować dla sobie swoją rezydencję. Wcześniej jednak zwrócili się o pozwolenie na jej budowę do króla Prus Fryderyka Wilhelma I. Król wydając pozwolenie na budowę pałacu, zmienił swym edyktem z roku 1718 nazwę wsi Habersdorf na Finckenstein, a jednocześnie nałożył na Finckensteinów obowiązek wydzielenie w nowo zbudowanym pałacu oddzielnego skrzydła, przeznaczonego na rezydencję dla siebie i swej małżonki, potrzebną królewskiej parze podczas ich monarszych podróży z Berlina przez Kwidzyń i Prabuty do Królewca.

Budowę pałacu zakończono w roku 1720, zbudowany został w stylu francuskiego baroku, jego budowniczym był znany ze swych wcześniej zbudowanych rezydencji pałacowych dla wschodniopruskich magnatów Dohnów i Denhoffów, bardzo zdolny architekt angielski John von Collas. Do nowej rezydencji Finckensteinów z racji jej urody, przepychu, bogatego wystroju wnętrz oraz wspaniałych ogrodów i parku otaczających pałac, przylgnęła nazwa wschodniopruskiego Wersalu. Pałac usytuowany frontem ku zachodowi miał dwa skrzydła boczne; północne i południowe. Część środkowa pałacu miała wymiary 65,5 m x 83,5 m, dwupiętrowe skrzydła boczne zajmowały powierzchnię o jednakowych wymiarach 65,5 m x 83,5 m.” (por. Wiesław Niesiobędzki, „Zamki, pałace, dwory i inne zabytki powiatu iławskiego”, Iława 2003).

Pałac stał się własnością von Dohnów po ożenku z siostrą Finckensteinów i wykupieniu go w 1782 roku, przez marszałka wielkiego Prus Aleksandra zu Dohna, syna Fryderyka Aleksandra zu Dohna. W rękach markgrafów zu Dohna von Schlobitt skoligaconych wielokrotnie z grafami Finck von Finckensteinami, Kamieniec pozostawał do roku 1945 i jego ostatnim właścicielem był Aleksander zu Dohna. Po zajęciu tych terenów przez zwycięska armię radziecką pałac nazywany Pruskim Wersalem został ograbiony i spalony.

Pałac w Kamieńcu – okres międzywojenny

Pałac w Kamieńcu – okres międzywojenny

Schloß Finckenstein im ehem. Kreis Rosenberg in Westpreußen. Christa Mühleisen

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu, elewacja zachodnia stan z 2004 r. fot. A. Jurczak

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu, elewacja zachodnia 2004r.. Fot. A.Jurczak

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu stan z 2004 r. fot. A. Jurczak

Pałac Finckensteinów w Kamieńcu 2004r. Fot. A. Jurczak

Okres dzieciństwa i młodości przerwał wybuch I Wojny Światowej, który zresztą przez cały ród został przyjęty z entuzjazmem. Całe Prusy Wschodnie i Niemcy (zjednoczone przez Wilhelma II) popierały politykę monarchy. Okres wojny rodzina Emila spędziła początkowo w Darmstad, a następnie w Słobitach. Aleksander został pod koniec wojny powołany do wojska gdzie po niedługim czasie zastała go kapitulacja Niemiec i dotarła do niego wiadomość o upadku monarchii,  abdykacji i banicji Cesarza Wilhelma II.

W 1918 roku zmarł ojciec Aleksandra, Richard Emil zu Dohna i w wieku dziewiętnastu lat, jako najstarszy syn, został księciem i spadkobiercą całego majątku słobickiego. Nie mógł pogodzić się z upadkiem monarchii i nigdy nie zaakceptował Republiki Weimarskiej.

Z powodu luki w wykształceniu rolniczym, po objęciu schedy, odbył praktyki rolnicze w gospodarstwach ziemiańskich u Karla Görg'a w Rydzówce oraz w Licze k.Kwidzyna. Z pobytu koło Kwidzyna zapamiętał plebiscyt w 1920 roku i jego wyniki. Prawie 95% mieszkańców tzw. rejencji kwidzyńskiej było za pozostaniem jej w Niemczech.

Nasiąknięty nurtem monarchistycznym działał na niwie politycznej początkowo w przemianowanej z Partii Konserwatywnej, Deutschnationale Voksparti, następnie w Haimatbundzie, z ramienia której prowadził nawet rozmowy z Adolfem Hitlerem będącym wtedy przywódcą NSDAP. Prowadził bardzo rozległą działalność polityczną mającą na celu przywrócenie w Niemczech monarchii. Obracał się w gronie najznakomitszych młodych przedstawicieli rodów arystokratycznych.

W 1925 roku, na polowaniu,  poznał, jak sam mówi „piękną i mądrą Fredę Antoinette hrabinę von Arnim z domu Muskau”. Związek popierały wszystkie znaczące rodziny pruskie i niemieckie. Zaręczyny oficjalne ogłoszono jednocześnie w Słobitach i Muskau, siedzibach rodowych narzeczonych. Do ślubu przygotowywano się pieczołowicie. Zmieniono wystrój sali w pałacu w Muskau, omawiano podróż poślubną, szyto stroje. Teść Aleksandra bardzo pragnął aby ten podczas ślubu wystąpił w tradycyjnym, wschodniopruskim uniformie stanowym. Zgodę na taki strój weselny wydał Tajny Radca, szef cywilnego gabinetu kajzera Wilhelma II. Pomimo, że Wilhelm II przebywał już wtedy na wygnaniu Aleksander, zwrócił się do niego o tę zgodę.

Na ten paradny i elegancki uniform składał się surdut do kolan w ciemnozielonym kolorze, z czerwonymi wypustkami na rękawach,  biała kamizelka, białe spodnie i biały, dwurzędowy szamerunek z szablą przy boku. Krój uniformu pochodził z połowy XVIII wieku.

Strój został założony przez Aleksandra tylko jeden raz w życiu. Na weselu było zaproszonych sto osób z najznakomitszych rodów pruskich. Zamek i kościół w Moskau udekorowano girlandami i flagami. Ślub odbył się 29 maja 1926 roku. Jeszcze w czasie trwania wesela, młoda para udała się w podróż poślubną. Wyjechali samochodem Isotta Fraschini do Montreux w Szwajcarii poprzez Drezno, Wolfach w Szwardzwaldzie, Bazyleję, Evian les Bains nad jez. Genewskim. Po dwutygodniowym pobycie w Szwajcarii, przybyli do Hesji, do miejscowości Lich, a następnie do Prakwic. Gdy nowożeńcy odpoczywali w Prakwicach, w Słobitach trwały gorączkowe przygotowania na powitanie dziedzica i jego żony. 

Wyciągnięto z powozowni najcenniejszą, odkrytą karocę, którą do tej pory używał tylko Cesarz Wilhelm II i członkowie jego świty. Był to wystawny powóz koloru czarnego, wyściełany jasnym rypsem. Karoca nie miała kozła dla kuczera. Powozili ją dwaj kuczerzy, z których jeden siedział na lewym z sześciu koni w pierwszej dwójce a drugi na lewym koniu trzeciej dwójki. Obaj byli ubrani w cylindry i uroczyste liberie. Aleksander z żoną przyjechał do Słobit samochodem, ale w pobliskim lesie nowożeńcy przesiedli się do karocy. Z tyłu usiedli: przyboczny łowczy dworu Schmitd z pióropuszem w kapeluszu i kordelasem myśliwskim oraz trzeci kuczer Gustaw Vill.  Przed dobrami przywitało ich trzech głównych zarządców siedzących na koniach i ubranych w odświętne surduty. Przed wejściem do pałacu zgromadzili się mieszkańcy Słobit, pracownicy majątku, pastor May, przedstawiciele z Deutschnationale Volskpartei oraz zaproszeni goście. Aleksander podziękował wszystkim zgromadzonym i goście udali się na przyjęcie do komnaty zwanej uroczystą. Pracownicy majątku i mieszkańcy Słobit świętowali w ogrodzie.

Małżonkowie von Dohna rozpoczęli urzędowanie w dobrach w skomplikowanej sytuacji politycznej Niemiec. Aleksander mocno zaangażował się w politykę. Poparł nawet Adolfa Hitlera i wstąpił do NSDAP. Jak już wspomniałem, historię ostatniego księcia ze Słobit, szczegółowo opisał Lech Słodownik z Elbląga  i jest  ona opublikowana na łamach Głosu Pasłęka i na stronie internetowej www.glospasleka.pl. Niewątpliwie zasługą Aleksandra zu Dohna było to, że doskonale administrował majątkiem słobickim. Przeprowadził remonty pałacu w Słobitach i dworku w Prakwicach. Jako ciekawostkę podam tylko, że jesienią 1932 roku spotkał się z Adolfem Hitlerem oraz w 1933 roku podczas pobytu kanclerza Niemiec w Kamieńcu. Jego kolegą szkolnym był też osobisty adiutant Hitlera Karl Wolff. Aleksander spotykał się z dygnitarzami III Rzeszy: Reinhardem Heydrichem Heinrichem Himmlerem, a Hermana Göringa zaprosił nawet na polowanie do Prakwic.    W swojej wspomnieniowej książce Aleksander jawi się jako przeciwnik nazizmu. Osobiście jednak uważam, że tym przeciwnikiem stał się dopiero po upadku III Rzeszy. Był członkiem SS (srebrną odznakę SS utopił w stawie w Słobitach „po przemyśleniach” jak sam pisze) i jak większość arystokracji popierał Hitlera w dojściu do władzy, przynajmniej na początku ruchu narodowosocjalistycznego, widząc w nim budowniczego „Wielkich Niemiec”. W czasie II Wojny Światowej Aleksander zu Dohna służył w Wermachcie, był nawet pod Stalingradem i w ostatniej chwili ocalał ze stalingradzkiego kotła. Wprawdzie osobiście zwalczał gaulaitera Kocha, ale nieznane są tego przyczyny.  

Dla mieszkańców Starego Dzierzgonia istotną jest informacja, że brał udział w pogrzebie Dietricha Henrici, zastrzelonego w lasach białobłodzkich k. Starego Dzierzgonia, przez spadochroniarzy radzieckich. Henrici był nadleśniczym w Starym Dzierzgoniu, poetą i prozaikiem zaprzyjaźnionym z generałem von Tresckow, uczestnikiem zamachu na Hitlera. Grób Dietricha Henrici znajduje się w miejscowości Białe Błoto na terenie leśnej szkółki i opiekuje się nim leśnik Jerzy, i jego żona Renata Grążawscy, Córka Henriciego frau Renate często go odwiedza. Ponoć pogrzeb, 25 sierpnia 1944 roku, był manifestacją nazistowską. Większość uczestników przybyła w brunatnych mundurach, a Aleksander zu Dohna wystąpił na nim po raz ostatni w mundurze oficera Wermachtu. Nie dziwi to, wprawdzie Dietrich Henrici był przeciwnikiem nazizmu, ale jego żona była fanatyczną zwolenniczką ruchu i urządziła pogrzeb jako manifestację.

Następną ciekawostką jest to, że  dr. Rhode królewiecki  opiekun słynnej Bursztynowej Komnaty wystosował do Aleksandra list z prośbą. Prośba dr. Rhode dotyczyła możliwości przechowania najbardziej wartościowych eksponatów z muzeum bursztynu w Słobitach. Książę 11 września 1944 roku odmówił prośbie stwierdzając, że jego majątek nie nadaje się do tego zadania.

Koniec wojny to dla Aleksandra okres ratowania majątku. Kolumna wozów konnych wyruszyła ze Słobit 22 stycznia 1945 roku.  Aleksander długo żegnał się z majątkiem. Objeżdżał konno pola i lasy, nie mógł przeboleć, że pałac w którym od ponad trzystu lat zamieszkiwał ród von Dohna, zostanie stracony na zawsze. Z dobytkiem zapakowanym na wozy, dosiadając ulubionego wałacha „Ollo” wyruszył na zachód. Trasa wiodła prze Prusy, Niemcy i po wielu tygodniach zakończyła się, 22 marca 1945 roku, w miejscowości Eystrup koło Bremen. Po drodze zaginęło prawie wszystko. Tak historia „ukarała”  ostatniego z książąt von Dohnów. Uratował życie, lecz stracił wszystko, co życie to wypełniało. Zniszczeniu uległy piękne pałace w Słobitach, Kamieńcu i dworek w Prakwicach.

Trasa ewakuacji

Po zakończeniu II Wojny Światowej Aleksander wielokrotnie odwiedzał Słobity i Prakwice. Przywozi nawet swoich krewnych. Niestety oglądać mogli tylko smutne ruiny pozostałe z czasów dawnej świetności. Nie pisze o tym, ale chyba miał ogromny żal że tak potoczyły się losy historii. Zmarł w 2000 roku. Nie doczekał się remontu pałacu w Słobitach, o który bezskutecznie zabiegał podczas pobytów w Polsce.

Wstecz | Strona główna | Dalej

Ostatnia aktualizacja tej witryny: 20 marca 2008

Autor tekstu Andrzej Czapliński. Wykonanie strony Adam Jurczak