Wilhelm II - Posłowie - Kamienie Wilhelma - Andrzej Czapliński

Strona główna
Wstęp
Prakwice
Gospodarka leśna
Cesarskie łowy
Zakończenie
Posłowie
Wilhelm II
Ród von Dohna
Dobra rodowe
Historia rodu
Od autora
Bibliografia
Fotografie kamieni
Mapa
Namiary GPS
Inne kamienie

Wilhelm II

Fryderyk, Wilhelm, Wiktor, Albert - takie imiona na chrzcie otrzymał późniejszy cesarz, który przyszedł na świat 27 stycznia 1859 r. Poród był ciężki, noworodek nie dawał oznak życia, dlatego lekarze zajęli się przede wszystkim ratowaniem jego dziewiętnastoletniej matki. Jak podaje Fryderyk Hartau w publikacji pt. „Wilhelm II”, dziecko uratowała położna, „która tak długo dawała klapsy martwej z pozoru istocie, aż ta wydała z siebie krzyk”. Trzy dni po narodzinach stwierdzono u następcy tronu zwichnięcie stawu łokciowego lewej ręki. Mięśnie kończyny były tak uszkodzone, że żaden z lekarzy nie odważył się nastawić zwichniętej kości. Przyszły cesarz do końca życia miał pozostać kaleką. Jak wiadomo fakt kalectwa może ujemnie wpływać na zdrowie psychiczne człowieka. Można tylko przypuszczać, że mógł on być przyczyną wielu dziwnych zachowań Wilhelma - warto wspomnieć charakterystyczną skłonność cesarza do zmiany nastrojów. Objawiało się ono także w postaci dolegliwości fizycznych: trudności z utrzymaniem równowagi czy też bólami lewej części ciała.

  

Wilhelm II cesarz niemiecki i król Prus

„Fryc”, jak go nazywano, już jako trzylatek regularnie uczestniczył w wizytach państwowych. W wieku dziewięciu lat wstąpił do pruskiej armii - znanej z dyscypliny. Przez trzynaście lat wychowawcą chłopca był dr Hinzpeter, który mimo kalectwa zalecał mu ciężkie ćwiczenia fizyczne, jazdę konną oraz uczył strzelania. W tej ostatniej dziedzinie przyszły cesarz był mistrzem. Świadczą o tym późniejsze sukcesy łowieckie.

Wilhelm II w mundurze Strzelców Gwardii - dobrze widać porażoną lewą rękę,

zwykle maskowaną na oficjalnych fotografiach

Korona cesarska spadła na skronie Wilhelma niespodziewanie. Jednak nie musiał długo przyzwyczajać się do nowej roli, od razu poczuł się absolutnym władcą. Nie uznawał sprzeciwu, bywał kapryśny, lubił otaczać się dworską kamarylą. Uwielbiał militaria i armię. Organizował manewry polowe, podczas których mógł zapewne czuć się wielkim wodzem i zwycięzcą, mimo że dla świata stawał się wtedy obiektem drwin.

Poczdam 1904 rok. Oficerowie pułku gwardii przybocznej (Garde du Corps) w mundurach paradnych.

Wilhelm (drugi z lewej) z wstęgą Orderu Orła Czarnego. Jako trzeci z lewej Ryszard zu Dohna.

Zasłynął w Europie z gaf popełnianych podczas buńczucznych przemówień. Najsłynniejsze powiedzenia Wilhelma II, w których wyrażał swoją opinię o innych monarchach:

- „Car rosyjski nadaje się jedynie do życia w chałupie i uprawiania rzepy”. Jest to opinia odnośnie Mikołaja II, cara Rosji, wyrażona brytyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych, lordowi Lansdowne'owi.

- „Moja rada, to więcej przemówień i więcej parad, więcej przemówień, więcej parad”. Są to słowa skierowane do cara Rosji Mikołaja II

- „Nie można ze mną igrać. Ktokolwiek w czasie wojny europejskiej nie będzie ze mną, stanie się mym wrogiem”. Słowa skierowane do króla Belgii Leopolda II, 1904

- „W czasie długich lat mego panowania moi koledzy, monarchowie Europy, nie przywiązywali wagi do tego, co miałem do powiedzenia. Wkrótce jednak moja potężna flota poprze me słowa, a wówczas nabiorą oni do mnie większego szacunku”. Słowa skierowane do króla Włoch Wiktora Emanuela III.

W prasie europejskiej nazywano go „Wilusiem” i ten przydomek przylgnął do niego na stałe. Jego manią było stałe przebieranie się. Potrafił sześciokrotnie, podczas dnia, zmieniać strój.

Pomimo wielu dziwactw, zabiegał o rozwój kraju. To on zjednoczył Rzeszę z Prusami Wschodnimi, rozbudował flotę, był także mecenasem sztuki. „Piętą achillesową” Wilhelma była polityka zagraniczna i brak zdecydowania w najważniejszych dla państwa sprawach. Doprowadziło to do wybuchu I Wojny Światowej i klęski Rzeszy, w konsekwencji której doszło do abdykacji oraz banicji cesarza. 24 listopada 1918 r. Wilhelm II spisał dokument abdykacyjny, który zwieńczył słowami: „Teraz jestem tylko osobą prywatną”. Winą za klęskę obarczał nieudolnych dyplomatów Ludendorfa i swego kuzyna Maksymiliana.

Z chwilą kiedy „stał się osobą prywatną” wybrał Holandię jako miejsce bezpiecznego azylu. Tekst o pobycie Wilhelma II w Doorn pochodzi ze strony internetowej http://liberalnykalwin.blox.pl/2006/05/Zamek-Doorn.html. Cytuję go z małymi korektami w całości.

„Jego prośba spotkała się z dość oględnie pisząc, znikomym entuzjazmem neutralnej Holandii. Wilhelma II obwiniano za wybuch Wielkiej Wojny i mocarstwa Entetnty zapowiedziały, że pociągną go do odpowiedzialności za tę wojnę. Rząd Holandii zastanawiał się nad jego prośbą ponad sześć godzin. W końcu szalę przeważyła holenderska królowa Wilhelmina, która nakazała im znalezienie odpowiedniego lokum. Zapytano hrabiego von Bentinck czy zechce przyjąć dostojnego gościa „na kilka dni”, a gdy ten wyraził zgodę, pozwolono Wilhelmowi II wjechać do Holandii. Do końca życia królowa Wilhelmina odmawiała ekstradycji swojego kuzyna, eks-cesarza, którego szczerze nie cierpiała. Otóż podobno, gdy miała zaledwie kilkanaście lat, jeszcze jako panujący, Kajzer złożył jej wizytę. Po odebraniu parady wojskowej, zarozumiały Kajzer miał jej powiedzieć, że jego gwardia przyboczna jest wyższa, gdyż żołnierze mają po 2 metry wzrostu. Nie speszona młodziutka królowa Wilhelmina odparowała: „Tak, Drogi kuzynie, ale gdy my Holendrzy otworzymy śluzy, woda jest wysoka na 2,5 metra.”
Jak się należało spodziewać, gościna u hrabiego Bentinck nieco się przedłużyła. Do dwóch lat. Hrabia znosił to ze stoickim spokojem, ale gdy okazało się, że rząd Holandii nie zamierza zwracać mu kosztów za cesarza i jego skromną świtę (około 20 osób), atmosfera nieco zgęstniała. Wyjście z sytuacji zapewnili sami Niemcy, którzy byłemu cesarzowi zaoferowali ponad 10 milionów marek na „utrzymanie” pod dość niedwuznacznym warunkiem, że nigdy więcej nie postawi nogi w Niemczech. Wilhelm II, który nie uznawał Republiki Wiemarskiej się zgodził i za część tej kwoty kupił sąsiadujący z rezydencją hrabiego Bentinck zamek Doorn od starszej baronowej de Beaufort. Miała to być jego ostatnia w życiu rezydencja.

Trzeba powiedzieć, że swój pobyt w Holandii Wilhelm spożytkował zupełnie przyzwoicie, czytając raporty i wspomnienia wojenne, co o dziwo ukazało mu inną rzeczywistość, niż tę którą mu malowano. Wyszło wtedy na jaw, że generałowie cesarscy ukrywali przed nim okropności wojny i gdy odwiedzał „front” pokazywano mu starannie wypucowane okopy, skąd usunięto martwe ciała, a także pułki, gdzie zatuszowano apatię, choroby, demoralizację. Przy całym swoim zadufaniu Wilhelm II nie był osobą podłą: w 1914 roku sprzeciwiał się wypowiedzeniu wojny i gdy podpisał wreszcie stosowne dokumenty głośno powiedział swojemu rządowe „Pożałujecie tego któregoś dnia panowie”. W 1915 zakupił w San Quetinn ziemię pod cmentarz wojenny, gdzie mieli spocząć żołnierze obu armii, gdyż jak powiedział, „w obliczu śmierci nie ma żadnych narodowości.”
W latach 20-tych niemiecki rząd zgodził się by Wilhelm II odzyskał część swoich osobistych „drobiazgów” i wtedy do Doorn przyjechało 59 wagonów kolejowych, mebli, książek, obrazów, zdjęć rodzinnych. Maluteńki zamek w Doorn, zapełnił się pamiątkami rodziny Hohenzollernów. Trzeba przyznać, że urządził go z wyjątkowym smakiem i gustem.

W 1920 roku do Wilhelma II dołączyła jego dobra i schorowana żona, cesarzowa Augusta Witoria von Schleswig-Holstein-Sondenburg-Augustenburg (1858-1921), którą w rodzinie wbrew długiemu zestawowi imion i nazwisk nazywano po prostu „Dolly”.

Choć w rodzinie wyrażano się o niej z lekceważeniem zarówno ze względu na jej brak urody oraz skromność, to jednak była dla Wilhelma II wymarzoną małżonką: urodziła mu sześciu synów i jedną córkę, nie wtrącała się w sprawy polityki.

Wilhelm II, drugi z prawej, z synami

W Niemczech znana była ze swojej dobroci i pobożności (ufundowała kilkanaście kościołów, w tym Augustakirche w Sopocie) i gdy w 1920 roku opuszczała Niemcy, służba pałacowa żegnała ją szlochając. Do Doorn przyjechała z poważną wadą serca, poruszając się na wózku inwalidzkim i specjalnie dla niej Wilhelm II zamontował w zamku windę, używaną do dzisiaj. Z daleka od dzieci które uwielbiała, załamana potwornościami I Wojny Światowej, pomimo troskliwej opieki Wilhelma powoli gasła w oczach. Dobiło ją samobójstwo jej syna Joachima w 1920 roku i zmarła na serce w 1921 roku w Doorn, nie spełniwszy marzenia swego życia, tzn. nigdy nie zobaczywszy Luwru. Rząd niemiecki natychmiast zgodził się, by spoczęła w kryptach rodzinnych Hohenzollernów w Poczdamie. Wilhelm II zamknął wtedy na zawsze jej prywatne pokoje w Doorn i pozostały one zamknięte do 1992 roku.

Choć załamany śmiercią żony, rok później wstąpił ponownie w związek małżeński poślubiając Herminę von Reuss księżną Schönaich-Carolath, która została w ten sposób drugą i ostatnią panią na Doorn. Dzieci Wilhelma II krzywo patrzyły na ten związek i małostkową mściwością i precyzją odmawiały nazywania jej „cesarzową”, dodając, że przecież wyszła za mąż za „ekscesarza”.

W tym okresie życie Wilhelma II ustabilizowało się. Poranek rozpoczynał się od śniadania w gronie rodziny (Hermnia i jej dzieci z pierwszego małżeństwa) oraz adiutanta. Po śniadaniu Wilhelm II gromadził domowników i służbę na krótkie czytanie Biblii i modlitwę, po czym przyjmował gości. Popołudnie mijało na odpisywaniu na listy, lekturę. Następnie podawano herbatę, którą Wilhelm II jako najstarszy wnuk królowej Wiktorii wprost uwielbiał – podobno pierwszą rzecz, o jaką poprosił po przybyciu do Holandii była „filiżanka porządnej angielskiej herbaty”. W zamku znajduje się serwis Wedgewood, który podarowała mu babka królowa Wiktoria z okazji jego ślubu z ‘Dolly’.

Ponieważ na wygnaniu nie mógł oddawać się swej największej pasji - łowiectwu, przedpołudniami piłował drzewo. W tej dziedzinie także lubił być najlepszym, więc stale ustanawiał nowe rekordy. 30 października 1919 r. hrabina Elżbieta Bentinek zanotowała: „Cesarz ściął dziś jedenastotysięczne drzewo”, 12 listopada było ich już dwanaście tysięcy.
Cesarz nie tylko ścinał drzewa. Z upodobaniem sadził też nowe. Były to przede wszystkim dęby. Ponoć prezentem sprawiającym mu największą przyjemność było nowe drzewko. Każdy z prezentów nosił imię darczyńcy. Cesarz miał mawiać: „gdy idę przez ogród, znajduję wielką przyjemność w dotykaniu drzew i krzewów, które dostałem w prezencie. Czuję się wtedy tak, jakbym ściskał dłoń tego, kto mi je podarował”.

W niedzielę cały zamek udawał się na nabożeństwo do pobliskiego urokliwego kościółka, gdzie Wilhelm II śpiewał tubalnym i wyraźnym głosem niemieckie Psalmy z pamięci, ku irytacji holenderskich wiernych.
Z upływem lat paradoksalnie liczba gości powoli się zwiększała, szczególnie, że zacierały się w pamięci okropieństwa Wielkiej Wojny. Odwiedzali go niemieccy monarchiści, generałowie, członkowie holenderskiej rodziny królewskiej, z ważnym wyjątkiem: królowa Wilhelmina odmówiła odwiedzenia go w Doorn. Nigdy nie odwiedził go też ktoś z brytyjskich kuzynów. Romanowowie, którzy pamiętali, że bezskutecznie usiłował wydostać z bolszewickiego piekła rodzinę carską, nie mieli takich zahamowań i jego wnuk Ludwik Ferdynand von Hohenzollern (1907-1994), głowa rodziny, poślubił właśnie na zamku z Doorn wielką księżną Kirę Kiryłownę Romanową w 1938 roku.

Chociaż jego żona Hermina łudziła się, że Hitler przywróci monarchię, to Wilhelm II miał więcej zdrowego rozsądku. Gdy Hitler napadł na Holandię, Wilhelm II wycofał się z życia publicznego i zaprzestał przyjmowania gości, w szczególności niemieckich generałów. Przestał także pokazywać się w kościele by nie drażnić mieszkańców Doorn i sam odprawiał domowe nabożeństwa w zamku. Przez całe lata ciążył na nim dość oszczędny telegram gratulacyjny do Hitlera, z okazji zdobycia Paryża. Niedawno okazało się, że telegramu nigdy nie wysłał, pomimo błagań żony Herminy. Zrobił to na własną odpowiedzialność bez jego zgody zarządca dóbr. Rodzina Hohenzollernów zachowała znamienny dystans do faszystów, a wspomniany wyżej wnuk cesarza był zamieszany w spisek przeciw Hitlerowi.

Schorowany Wilhelm II umarł spokojnie w czerwcu 1941 roku. Na łożu śmieci wyraźnie zastrzegł, że nie życzy sobie by na jego pogrzebie eksponowano jakiekolwiek insygnia III Rzeszy. Życzenia te zignorowano i ku oburzeniu rodziny trumnę „przybrano” obrzydliwą flagą ze swastyką. Naczelnymi żałobnikami byli generał von Mackensen oraz (były) następca tronu Bawarii książę Rudolf von Wittelsbach. Na wyraźne życzenie rodzinny musiano uszanować inne polecenie zmarłego, a mianowicie, by pochowano go w Doorn. Do Niemiec jego ciało może wrócić dopiero po restauracji monarchii.
Wraz z jego śmiercią skończył się de facto niemiecki okres zamku w Doorn. Jego druga żona, cesarzowa Hermina, wróciła do

Niemiec, gdzie dostała się do rosyjskiego obozu jenieckiego, gdzie umarła z wycieńczenia w 1947 roku. Po latach pochowano ją w Poczdamie w grobach rodzinnych Hohenzollernów. Zamek w Doorn skonfiskowano po 1945 roku jako własność poniemiecką i utworzono w nim muzeum. W latach 60. zeszłego wieku burmistrz Door wyraził zgodę, by rodzina Hohenzollernów odzyskała część najbardziej osobistych pamiątek po Kajzerze. Dziś zamek Doorn jest podobno centrum pielgrzymek niemieckich monarchistów.

Jeszcze jedna ciekawostka: z dzieci Wilhelma II najdłużej żyła jego jedyna i piękna córka Wiktoria Luzia (1892-1980), której ślub z księciem Hanoweru w 1913 roku był ostatnim zjazdem europejskich monarchów przed Wielką Wojną. Jej córka Fryderyka von Hanover jeszcze za życia Kajzera (1938) wyszła za mąż za następcę tronu Grecji Pawła i została w 1947 roku królową Grecji. Jej z kolei córka to królowa Hiszpanii Zofia. To obecnie jedyna koronowana głowa wśród potomków Wilhelma II”.
Na gazonie przed zamkiem w Doorn stoi wielkie popiersie ostatniego lokatora, cesarza Wilhelma II. Człowieka, który stracił imperium, budowane przez jego przodków od XV wieku. Na stronie internetowej http://www.huisdoorn.nl można obejrzeć rezydencję w Doorn i krótkie filmiki z Wilhelmem II

Wilhelm II zmarł 4 czerwca 1941 roku w wieku 82 lat. Do pochówku, zgodnie z wcześniejszym życzeniem, ubrano go w mundur generalski. Tak, jakby chciał, by śmierć nadała mu więcej godności i wielkości, której nie posiadał w oczach świata za życia. Być może w ostatnich chwilach, gdy wybierał treść epitafium, był tej wielkości-przez swą skromność- bliższy niż kiedykolwiek wcześniej:

„Nie chwalcie mnie, bowiem nie potrzeba mi pochwał;
Nie sławcie mnie, bowiem nie potrzeba mi sławy;
Nie sądźcie mnie, bowiem zostanę osądzony”.

Wstecz | Strona główna | Dalej

Ostatnia aktualizacja tej witryny: 25 kwietnia 2008

Autor tekstu Andrzej Czapliński. Wykonanie strony Adam Jurczak