Rozdział II - Gospodarka leśna i łowiecka - Kamienie Wilhelma - Andrzej Czapliński

Strona główna
Wstęp
Prakwice
Gospodarka leśna
Cesarskie łowy
Zakończenie
Posłowie
Wilhelm II
Ród von Dohna
Dobra rodowe
Historia rodu
Od autora
Bibliografia
Fotografie kamieni
Mapa
Namiary GPS
Inne kamienie

Gospodarka leśna i łowiecka

W XVII wieku, zarówno w Słobitach, jak i w Prakwicach bez umiaru korzystano z zasobów leśnych. Las dostarczał drewna na budulec i opał, a zwierzyna była dostarczycielem żywności. Polowania, stanowiły przede wszystkim rozrywkę dla członków rodu i ich gości. Dzisiaj nazwalibyśmy taką gospodarkę - rabunkową. Drzewa wycinano, nie martwiąc się o nowe nasadzenia, a polowań nie ujmowano w żadne ramy organizacyjne. Zamożność rodu często była przyczyną niefrasobliwości. Bawiono się ciągle, nie zważając na skutki uciech.

Dopiero w pierwszej połowie XIX wieku zaczęto tę gospodarkę porządkować. Przeprowadzono inwentaryzację i robiono to corocznie, aż do wybuchu I wojny światowej. Powołano służbę leśną i łowiecką. Nadal jednak pierwszeństwo miała służba łowiecka a określenia służbowe personelu leśnego pozostały takie same jak w XVIII wieku:

  • rewierjäger - strzelec rewirowy- odpowiednik strażnika łowieckiego

  • oberjäger - starszy strzelec rewirowy

  • wildmeister - nadworny łowczy

Karl Christian Tielsch w latach 1933 - 1945 leśniczy w Słobitach i Prakwicach

Karl Christian Tielsch w latach 1933 - 1945 leśniczy w Słobitach i Prakwicach

Ponieważ z lasu stale wygospodarowywano nadwyżki finansowe, zaczęto o niego dbać. Wyręby, tam gdzie było to konieczne zalesiano, a nasadzenia grodzono przed jeleniami i sarnami. W monografii pt. „Dzierzgoń. Od początku do dni naszych 1248-1998”, autor ks. Alojzy Szorc opisuje „[...] z dworca w Dzierzgoniu bocznica prowadziła do lasu w Prakwicach, gdzie na wagony ładowano drzewo z pobliskich lasów, zarówno w formie dłużyzny, jak też częściowo tarte na deski, żerdzie, czy sztachety. Tak było już w 1893 roku”.

W XVII wieku polowanie na jelenia europejskiego, „czerwonego” - jak podówczas go nazywano - było bardzo honorowane, a pozyskane trofea - wieńce, otaczano wielką czcią. Szanowano je i stanowiły powód do dumy dla myśliwego, wzbudzając zachwyt gości. Eksponowane były zawsze we wnętrzach i stanowiły istotny element wystroju pałaców i dworów szlacheckich.

Podobnie rzecz się miała z rogaczami, których w lasach, prakwickich, było bardzo dużo. Uważano, że polowanie na dziki i drobną zwierzynę to zajęcie mało szlacheckie i bardziej przystoi ludziom pochodzącym z gminu. Obyczaj ten zmienił się nieco w drugiej połowie XIX wieku. Zaczęto już polować na kaczki, bażanty, inne ptactwo i zające. Natomiast w źródłach historycznych nie znajdujemy żadnych wzmianek o polowaniach na dziki.

Ostatni właściciel Słobit i Prakwic- Aleksander Fürst zu Dohna - Schlobitten w swych wspomnieniach spisanych w książce pt. „Wspomnienia starego mieszkańca Prus Wschodnich” (niem. Erinnerungen eines alten Ostpreussen) opisuje polowanie w Prakwicach, podczas którego siedmiu myśliwych strzeliło 200 sztuk zajęcy i 50 sztuk bażantów. Do tego polowania zatrudniono 120 naganiaczy.

Wspomina także, że w Prakwicach widywano w chmarze jeleni od 15 do 20 byków, w tym wiele o kapitalnym wieńcu. W czasie rykowiska ryczące byki słyszano w prakwickim dworze. Podczas wędrówek po lasach często towarzyszyła Aleksandrowi jego żona Freda Antoinette - Gräfin von Arnim. W lasach otaczających Prakwice były ukryte małe strumienie, bagna, w nich występowały mięsożerne rośliny (rosiczka),a także rzadkie gatunki ptaków jak: rybołowy, czaple, kormorany, czarne bociany, żurawie i zimorodki, które tu gniazdowały.

W Prakwicach, podobnie jak na Śląsku, licznie występowała drobna zwierzyna: bażanty i zające. O wiele mniej było jej w Słobitach. Za to, jak opisuje autor wspomnień, w 1942 roku przywędrował w tamtejsze lasy niedźwiedź. Było to ogromne wydarzenie, ponieważ ostatniego niedźwiedzia strzelono w roku 1732, a uczynił to szef myślistwa Bamgard z rodziny Gräflich Dohnesche. Od tego czasu przez 200 lat nie widywano w Słobitach niedźwiedzia.

Postanowiono za wszelką cenę przytrzymać „brązowego gościa” w nadziei, że zatrzyma się tutaj na dłużej, a może zasiedli na stałe. W tym celu dokarmiano zwierza burakami i odpadkami zbóż. Na powierzchni 10 ha lasu zabroniono polować, pozyskiwać drewno oraz zbierać jagody i grzyby. W ten sposób utrzymano misia od wczesnej jesieni aż do zimy, prawie do okresu godowego. Niestety przypadkowy myśliwy ustrzelił niedźwiedzia tuż przed okresem godowym. O tym wydarzeniu pisały wszystkie ówcześnie ukazujące się w Prusach Wschodnich gazety. Niedługo po tym napotkano drugiego niedźwiedzia, prawdopodobnie samicę, która spłoszona wyemigrowała z lasów słobickich. Oba misie przypuszczalnie przywędrowały ze wschodu, gnane frontem rosyjsko-niemieckim.

Aleksander Dohna wspomina także, że członkowie jego rodu nosili eleganckie ubrania wieczorowe. Był to ciemnozielony strój z pozłacanymi guzikami i godłem ze skrzyżowanych jelenich tyk poroża bez korony w srebrnym kolorze. Teść Aleksandra Dohna również utrzymywał ten zwyczaj. W jego majątkach mężczyźni wieczorem przywdziewali fraki koloru jasnozielonego z ciemnożółtymi klapami.

Uprząż koni także oznakowana była elementami herbowymi. Opisując ją Aleksander Dohna wspomina, że ogłowie z okrągłymi klapami ocznymi posiadało w środku błyszczący herb z dwiema skrzyżowanymi tykami jelenimi oraz srebrną koroną książęcą. Jego zdaniem uprząż była zbyt ciężka.

Wśród wspomnień nie zabrakło też opisu polowań na kaczki i bażanty. Na te pierwsze polowano na jeziorach mazurskich, udawano się tam parowcem. Myśliwi ukryci byli w trzcinach. Ich pomocnicy, po usłyszeniu sygnału, płoszyli kaczki. Takim sposobem strzelano nawet po sto sztuk na jednego myśliwego. Na bażanty polowano z pomocnikiem na kilka strzelb (flint). Miał on za zadanie nabijać broń po strzale. Autor wspomnień w ciągu jednego dnia strzelił sto czterdzieści pięć bażantów, chociaż jego szwagier Herman Stolberg in Radenz upolował czterysta pięć sztuk. Największym sukcesem szczycił się jednak wuj autora. W dobrach śląskich, podczas jednego polowania Carl Solms z Lich, strzelił tysiąc dziewięćset dwanaście bażantów.

Przygotowania łowieckie zaczynano już w wieku dziecięcym. Oswajano się z warsztatem za pomocą łuku i strzał z gumowymi przyssawkami (Heureka). W wieku 8-9 lat młody myśliwy otrzymywał Tesching- Flobert, którym „polowano” na wróble.

Wstecz | Strona główna | Dalej

Ostatnia aktualizacja tej witryny: 11 marca 2008

Autor tekstu Andrzej Czapliński. Wykonanie strony Adam Jurczak