|
Rozdział III - Cesarskie łowy - Kamienie Wilhelma - Andrzej Czapliński |
Cesarskie łowyWielkie pruskie rody były często spokrewnione lub zaprzyjaźnione z rodami królewskimi czy cesarskimi. Gospodarzowi ogromny zaszczyt sprawiało goszczenie książąt i władców Prus oraz Niemiec we własnym majątku. Doskonałą ku temu okazję stanowiły polowania. Szczególnie jeśli dobra rodowe obfitowały w zwierzynę łowną.Sława rogaczy z Prakwic spowodowała, że w roku 1880, właśnie na polowanie,
przybył tu pierwszy członek rodu królewskiego. Był to książę Friedrich Carl von
Preussen (prawdopodobnie kuzyn Wilhelma II, zmarły w roku 1885). Zauroczony
łowiskami Powróćmy jednak do pasji łowieckich Wilhelma II. Cesarz w początkowym okresie przybywał do Prakwic w otoczeniu świty, która składała się, z:
W tym towarzystwie zawsze polowali goście:
W okresie późniejszym do orszaku cesarskiego dołączyli:
W latach 1884 - 1910 każdego roku w maju cesarz spędzał w Prakwicach kilka dni
na polowaniu. W następnych latach, nie polował, mocno zajęty polityką: kryzysami
marokańskimi 1905 i 1911, kryzysem bałkańskim 1908-1909, rozbudową floty oraz
armii. Polityka „na krawędzi” w sumie doprowadziła do wybuchu I wojny światowej.
W 1906 roku cesarz mocno poróżnił się z Ryszardem Wilhelmem von Dohna.
Ochłodziło to stosunki pomiędzy Jego Wysokością a właścicielem Prakwic.
Dokładnie nie wiadomo jakie było podłoże tego konfliktu. Wspomina o nim polski
malarz Wojciech Kossak: „Ryszard Wilhelm Dohna niekiedy przeciwstawiał się
cesarzowi. W 1906 roku musiało dojść do tak poważnych rozbieżności, że Wilhelm
od tego czasu nie przyjeżdżał już na polowania do Prakwic”.
Jak podają źródła historyczne, Wilhelm II w sumie strzelił w Prakwicach około
500 sztuk rogaczy. Spowodował tak znaczny ubytek populacji, że przez następne 20
lat odbudowywano ich stan.
Zastanawia ogromna pasja cesarza Wilhelma do polowania właśnie na rogacze. Być
może miało na to wpływ jego kalectwo. Cierpiał on bowiem na niedowład lewej ręki
i właściwie posługiwał się tylko prawą. W 2008 roku odwiedził mnie niemiecki fotograf i myśliwy Burkhard Steins – Winsmann, który podarował mi książkę Andreasa Gautschi pt. „Wilhelm II a łowiectwo. Łowiska i polowania ostatniego cesarza Niemiec” (niem. „ Wilhelm II und das Waidwerk. Jagen und Jagden des letzten Kaisers Deutschlands“. Wiele ciekawych informacji znajduje się w tej książce. Niektóre z nich są odmienne od przytaczanych wcześniej. M.in. znajduje się w niej tekst autorstwa Philipa Eulenburga pt. „Cesarskie dni w Prakwicach”. Filip Fryderyk Aleksander ( ur. 12 lutego 1847 w Königsberg, Prusy; zm. 17 września 1921 w zamku Liebenberg w Löwenberger Land), był politykiem i dyplomatą cesarstwa niemieckiego. Był też faworytem cesarza Wilhelma II. Książę Filip, nazywany "Phili" był ulubieńcem i doradcą cesarza Wilhelma. Kajzer, spośród ludzi ze swego najbliższego otoczenia, jedynie na Filipa potrafił patrzeć przychylniejszym wzrokiem. Ten zaś darzył go prawdziwe szczerym uczuciem, graniczącym z kultem. Kanclerz Bismarck żartował, że wielbił cesarza oczyma. Cesarz zaś odwzajemniał swojemu ulubieńcowi, opisując go jako " promień słońca rozjaśniający ponury dzień ". Zimny i autorytarny cesarz łagodniał w towarzystwie księcia. Nie należał do rzadkości obrazek kiedy to Phili grał na fortepianie, a stojący obok kajzer odwracał nuty. Tych dwóch mężczyzn łączyła dziwna, trwająca ćwierć wieku, przyjaźń, pełna romantycznej egzaltacji i wzajemnej adoracji. Jako faworyt cesarza, Filip Eulenburg był oczywiście w świcie cesarskiej podczas polowań. Oryginalny tekst cesarskiego przyjaciela przetłumaczył kol. Stanisław Łaga i podaję go w całości ponieważ oddaje atmosferę pobytów Wilhelma II w Prakwicach. Cesarskie dni w Prakwicach 4 czerwca 1889 „Życie w Prawicach jest wysoce nieskrępowane i wypoczynkowe. Wstaje się wcześnie rano, około godziny 600 , by spotkać się z cesarzem przy śniadaniu w lesie. Piecze się tam ziemniaki w dużym ognisku a następnie , nadziane na patyki, wręczane są Panom przez strzelców. Do tego otrzymuje się kromki chleba z masłem oraz różne wina. Cesarz wyjeżdża do lasu już w nocy, około godziny 200, uprzednio zjadłszy befsztyk. Podczas śniadania układamy się swobodnie w zieleni, mówi się o szczegółach podchodu i opowiada wesołe historyjki. Cesarz jest w swawolnym nastroju, śmieje się i przekomarza z wszystkimi, tak że trudno jest przy takim beztroskim stosunku przypomnieć sobie o cesarskiej purpurze Po śniadaniu jedzie się do domu, o ile nie jest przewidziane jeszcze jakieś łowieckie przedsięwzięcie np. przepędzenie szkółki leśnej, w którym my także mamy uczestniczyć. Około godziny 11:00 jesteśmy w Prawicach, gdzie, w skromnej, wybielonej i udekorowanej setkami parostków jadalni, jemy ciepłe śniadanie. Po śniadaniu cesarz kładzie się do łóżka aby spać do godziny około 15:00. Pomiędzy godz. 15:00 a 16:00 cesarz załatwia osobiste sprawy rządowe, które dotarły do mnie z Berlina. W tym czasie jestem stale u niego, referując przychodzące sprawy i omawiając z nim sprawy służbowe. O godzinie 1600 ma miejsce obiad. Obowiązuje surdut bez jakiegokolwiek luksusu. Jada się wybornie i dobrze pije. Jednak potrawy podawane są skromnie. Trudno wyobrazić sobie bardziej beztroskie i wygodniejsze stosunki. Po posiłku pije się kawę w ogrodzie, a cesarz zabawia się poszukiwaniem belemnitów, których mnóstwo znajduje się wśród kamyków piasku (zwłaszcza gdy Eberhard Dohna sporo ich domieszał). Około 1630 cesarz ponownie wyjeżdża na podchód, a pozostali jadą na spacer aż do 2130, gdy cesarz powraca. Rozbrzmiewa sygnał, gdy powóz cesarza widoczny jest przed wsią. Zapalone zostają dwie duże pochodnie smołowe przed domem. Pod starymi lipami, strzelcy stają w szeregu, a my zbieramy się przed drzwiami gdy wjeżdża wóz podjazdowy. Następnie zdejmowane są rogacze z wozu, układany jest pokot a strzelcy trąbią sygnał „Śmierć sarny” (pisownia oryg.). Zwykle jest godzina 22:00, gdy wszyscy zbierają się w salonie, gdzie nakryto do kolacji. Kanapki z masłem, truskawki i kruszon. Cesarz zasiada na swoim krześle, ja siadam obok niego i po wesołej rozmowie muszę śpiewać ballady lub cesarz odczytuje przesłane mu wycinki z gazet i omawia je, tematycznie nawiązując do zawartych w nich informacji. Po 23:00 cesarz wycofuje się, a ja udaję się do łóżka w moim pokoju na pierwszym piętrze, który dzielę wspólnie z Ryszardem i Eberhardem Dohna. Tak upływa dzień za dniem a ten, niezwyczajny w moim życiu błogi spokój, odczuwam w pełni, podobnie jak mój Pan - jeżeli nie spadnie na mnie wodospad wiadomości politycznych i przykuje mnie do roboczego stołu aż do późnych godzin nocnych”. ..Także w Prawicach spotykał się Wilhelm II z członkami wschodniopruskich właścicieli włości, jak np. Burggrafem Georgem zu Dohna auf Schloss Finkenstein, z Grafem Alfredem zu Dohna – Mallmitz lub z Grafem Hansem Finck v. Finckenstein - Sinau auf Canten. Zdarzały się też niedzielne wycieczki samochodowe ze zgromadzonymi w Prakwicach panami do liczącego sobie ponad pół tysiąca lat, zamku Schöenberg (Szymbark pow. Iława dop. autora), będącego własnością Hrabiego Konrada Finck von Finkenstein. We wspomnianej książce Andreasa Gautschi, są podane informacje, że „do wschodniopruskich Prakwic, w powiecie morąskim okręgu regencyjnym Królewiec, cesarz przybył, już jako książę następca tronu w roku 1885, na polowanie na rogacze jako gość hrabiego Ryszarda zu Dohna (1807 – 1894) oraz jego syna (1843 – 1916), o tym samym imieniu, często wymienianym w niniejszej książce, a piastującym urząd Zastępcy Wielkiego Łowczego. Dalsze pobyty następowały co roku lub dwa lata aż do roku 1910. Nieco koryguje to poprzednią informację, że pobyty w Prakwicach odbywały się corocznie. Typowy dla Prakwic, falisty krajobraz morenowy o ciężkiej glebie, pokryty wielkimi łanami zbóż i rozległymi lasami liściastymi, stanowił idealny biotop dla saren. Tutejsze sarny były bardzo silne w tuszy. Przykładowo, jeden z rogaczy, strzelony przez cesarza w 1894 roku, ważył 52 funty – ok. 24 kg”. Prawdopodobnie chodzi tu o rogacza strzelonego na granicy ziem lipieckich i prakwickich, o którym już wcześniej wspominałem. Andreas Gautschi podaje także dokładne ilości zwierzyny pozyskanej przez monarchę w czasie każdego pobytu w Prakwicach. Polowania cesarza Wilhelma II w Prakwicach 17 – 24 maja 1895 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Hrabia Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 22 rogacze
16 – 23 maja 1896 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Hrabia Ryszard zu Dohna – Schobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 28 rogaczy, 1 orlik (orzeł krzykliwy)
24 - 27 maja 1897 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Hrabia Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 11 rogaczy
2 – 6 czerwca 1899 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Hrabia Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 13 rogaczy
21 - 25 maja 1901 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Książe Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 20 rogaczy
22 - 26 maja 1903r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Książę Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 27 rogaczy, 1 kot
24 maja 1904 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Książę Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 18 rogaczy
22 - 26 maja 1906 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Książę Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu
Pokot cesarski: 12 rogaczy 22 - 27 maja 1908 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Książę Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu
Pokot cesarski: 31 rogaczy, 1 błotniak stawowy 6 – 7 września 1910 r. Prakwice (Prusy Wschodnie) Właściciel łowiska: Książę Ryszard zu Dohna – Schlobitten Rodzaj polowania: z podjazdu Pokot cesarski: 5 rogaczy Z tych danych wynika, że cesarz w Prakwicach strzelił 187 szt. rogaczy, a nie jak podano wcześniej, że około 500. Które są prawdziwe nie wiem. Podejrzewam, że jednak te drugie. Podana wcześniej liczba 500 szt. może się odnosić do rogaczy strzelonych przez cesarza we wszystkich dobrach von Dohnów. Tą liczbą operuje ostatni właściciel dóbr, który wizyty Wilhelma II znał tylko z ustnych przekazów swojego ojca. Również liczba ustawionych kamieni u Gautschiego jest inna. Operuje on liczbą ok. 100, podczas gdy Alexander von Dohna podaje, że było ich około osiemdziesięciu. W książce Andreasa Gautschi znajduje się wiele wiadomości, które w dosłownym brzmieniu (po przetłumaczeniu) podaję jako ciekawostki potwierdzające, że Wilhelm był doskonałym strzelcem. …str. 123 „W dniu 22 maja 1908 podczas polowania w Prakwicach cesarz Wilhelm II, ponieważ „nic poza tym się nie pokazało” strzelił „po mistrzowsku” na 200 kroków błotniaka stawowego. Pocisk 6mm w płaszczu niklowym o ołowianym wierzchołku ( a więc półpłaszczowy – dop. tłumacza) prawie całkowicie rozerwał drapieżcę.” … str. 127 Podobnie ryzykownie strzelił Monarcha podczas podchodu rogacza w Prakwicach w maju 1901 r. Strzelał kulą 6 mm, na wymierzonych 312 kroków, ze sztucera z lunetą celowniczą. Sztucer bił w punkt, jak wspomniano, na 250 – 300 m i dla trafienia na dalszą odległość potrzeba było jedynie niewielkiej korekty wysokości, aby oddać pewny strzał. W dniu 22 maja 1903 Jego Wysokość
odstrzelił, także u Księcia Dohna, siedzącego rogacza: „Pocisk poszedł
jednak nieco za krótko i odbił rogaczowi trzy cewki, tak że musiano go
dostrzelić.” Wszystkie odległości strzelania były na tym polowaniu
stosunkowo dalekie: 192, 204, 210 kroków. Inny rogacz, którego
postrzelił na dużą odległość w cewkę, został dobity dopiero po trzech
dniach poszukiwania. Dalszy ekstremalnie daleki strzał nastąpił w
Prakwicach podczas polowania w dniu 23 maja 1908: „Rogacz który
zatrzymał się na wzgórzu i był dobrze widoczny, otrzymał strzał komorowy
na 300 kroków”. W dniu 5 września 1910 strzelił tamże rogacza, który
stanął na widok zbliżającego się wózka podjazdowego, na odległość 320
kroków.
Pocztówka ze stemplem datowanym na 25.04.1903 Stacyjkę tę, po upadku monarchii (1918 rok), w całości rozebrano i przeniesiono do miejscowości Budwity, w obecnym woj. warmińsko-mazurskim. Istnieje do dnia dzisiejszego i służyła jako mieszkanie dróżnika kolejowego. Niestety obecnie jest w opłakanym stanie.
Budwity – stan obecny stacyjki Całe szczęście, że losem stacyjki w Budwitach zainteresowało się Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, które powstało na początku 2004 roku, z inicjatywy Danuty i Krzysztofa Worobców, mające na celu jasno określony cel. Chce bronić to co zagrożone jest zniszczeniem z powodu ludzkiej niewiedzy, bezmyślności i bardzo często świadomego działania. Przedmiotem troski stowarzyszenia jest mazurski krajobraz wiejski (w tym dworki i pałace) jak i krajobraz miejski. Dzięki staraniom stowarzyszenia "Budynek dawnego dworca kolejowego w Gumiskach Małych (Budwity - Torfownia)" wraz z działką z numerem ewidencyjnym 110/7 obręb 7 Leśnica, o powierzchni 0.1603 ha, został wpisany w dniu 10 kwietnia 2008 r. do Rejestru Zabytków Województwa Warmińsko - Mazurskiego pod numerem A-4507. Miejmy nadzieję, że dzięki temu ocaleje stacyjka mająca bardzo ciekawą historię i będąca perełką architektury. Wilhelm II z natury był ruchliwy. Na jachcie „Hohenzollern” spędzał rocznie
ponad cztery miesiące. Uwielbiał spacery po parku i lesie. Najwięcej czasu Jego
Wysokość poświęcał polowaniom - swej życiowej pasji. Znosił przy tym największe
trudy jakim poddaje się człowiek, który całym sobą jest zaangażowany w to, co
robi.„Bóg wie, z jaką ochotą hołdowałem szlachetnemu zajęciu - łowiectwu. Zawsze
gdy czas bliski, gdy jelenie ryczały w borze, to chciałem chwytać za ulubioną
fuzję i iść na łowy!”, pisał z żalem na wygnaniu w Doorn. Cesarz Wilhelm II do Prakwic przyjeżdżał polować na rogacze. W toku dalszego gromadzenia informacji o „kajzerze” wynikło, że uwielbiał polować nie tylko na tę zwierzynę. Polował właściwie na wszystko i wszędzie. Chętnie, jako koronowaną głowę, zapraszano go na łowy, podczas których ustanawiał niechlubne „rekordy”. Dumnie o tym donosiła ówczesna prasa niemiecka. W Puszczy Romickiej Cesarz polował na jelenie byki – ustawiano tam, podobne do starodzierzgońskich, kamienne obeliski.
Kamień z Puszczy Rominckiej z 1912 r. Bardzo lubił łowy w prywatnych zwierzyńcach. Podczas polowania w 1885 roku, koło Skierniewic i Lubochni w zaborze rosyjskim, podczas 10 dni ubito około 400 sztuk zwierzyny grubej, głównie dzików i danieli. Wilhelm II polował tam w towarzystwie dwóch monarchów państw zaborczych. Jak donosił „Łowiec Wielkopolski”, w trakcie jednego z polowań w śląskich Sławęcicach Cesarz strzelił w trakcie sześciogodzinnego polowania 1001 sztuk zwierzyny.
Wilhelm II w stroju myśliwskim (Biblioteka PZŁ)
Warto też zacytować opis polowania w Kliczkowie nad Kwisą
na Dolnym Śląsku. W czasach Wilhelma Kliczków był w posiadaniu książęcej
rodziny Solms-Baruth, która uczyniła z zamku jedno z najbardziej
ulubionych miejsc dla myśliwych – arystokratów z całych Prus. Opis
polowania zamieścił Łowiec Polski w sierpniu 2007 roku (artykuł Mariusza
Olczaka).
Fotografia z polowania w Kliczkowie z udziałem Wilhelma II
„Wilhelm II przyjechał na stację w Osiecznicy 4 sierpnia 1911 roku. Po krótkim powitaniu w towarzystwie księcia zu Solms – Baruth wsiadł do samochodu i z miejsca wyruszył na polowanie do rewiru łowieckiego Stary Gaj, leżącego na północ od Czernej, nieopodal Zagajnika. Taki pośpiech spowodowany był napiętym terminarzem, który pozwalał jedynie na dwudniowy pobyt w Kliczkowie.
W czasie swojego łowieckiego życia Wilhelm II strzelił
ogromne ilości zwierzyny. Zostało to skrupulatnie odnotowane w
zapiskach, przez Jego dworską kamarylę.
Zabijanie setek tysięcy zwierząt, czy to jest jeszcze sport? Czy cesarz chciał
udowodnić, że jest najlepszym strzelcem? Twierdzę, że w ten sposób tłumił
kompleksy wynikające z kalectwa.
Hermann Göring na polowaniu w Prawicach Göring był w tym czasie premierem rządu pruskiego i znany był dosyć powszechnie jego wystawny tryb życia, toteż w Prakwicach przedsięwzięto wszelkie środki, by uprzyjemnić mu pobyt. Co się tyczy picia i jedzenia, to adiutant Menthe przekazał pod datą 15.V.1934 r. : „napoje i trunki - jasne piwo, szampan, wódki - maltańska, gorzka, malinówka i wiśniówka, w żadnym wypadku likiery, ewentualnie duńska lub szwedzka żytnia lub wódki białe; potrawki - szparagi, pieczarki, smardze, białe mięso, młode kartofle, dużo owoców, chętnie je raki i co nieco kawioru”. Aleksander przywiózł Göringa z lotniska wojskowego w Królewie k/Malborka wraz ze służącym i wieloma bagażami, wśród których był jego mundur lotniczy z Pour le mérite na kołnierzyku. Göring spał więc w tym samym pokoju co niegdyś kajzer. Był w świetnym nastroju, który jeszcze mu się poprawił, gdy następnego ranka upolował okazałego rogacza. Po polowaniu przebrał się w białe spodnie i takiż pulower. Wszystkie jego spodnie, także myśliwskie, miały lampasy.
Z Prakwic pojechał do Słobit, gdzie obejrzał wystawny pałac i spotkał się z robotnikami majątku Dohnów. Wieczorem, po powrocie do Prakwic, ponownie upolował rogacza, a następnego dnia odleciał do Berlina.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Ostatnia aktualizacja tej witryny: 09 grudnia 2008 Autor tekstu Andrzej Czapliński. Wykonanie strony Adam Jurczak |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||